Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

wtorek, 17 czerwca 2014

Na pohybel Panu Zagłobie...

     Przyszła pora, żeby Was przekonać, że całkiem normalni to my nie jesteśmy...
No cóż...
Nigdy nie twierdziłam, że jest inaczej..
     Nasz wyjazd do Szwajcarii miał kilka "gwoździ" programowych, bez realizacji których nie zamierzaliśmy wracać...;o)
     Jednym z nich były...
     Hola hola...Nie tak zaraz...
     Nam też lekko nie było, więc cierpliwość się przyda...
     Pierwsze podejście do odnalezienia kolejnej szwajcarskiej atrakcji zakończyło się tak...

     Błękit nieba w dolinie i tysiąc razy sprawdzana prognoza, nic nie dały...
     Może po prostu nikt nie przekazał wiadomości do Leukerbad, że ma być ładnie ??
Hmmm...
     Panująca śnieżyca wykluczała jakiekolwiek zwiedzanie...Nasze plany legły w gruzach...
Ale o kapitulacji nie mogło być mowy...
     Drugie podejście...Chociaż pogoda wcale nie była idealna zakończyło się sukcesem...
I stało się, jak stwierdziła Dagusia, dowodem na nasze szaleństwo...
Chociaż początek wygląda mało ekstremalnie...

Leśna droga doprowadziła nas do celu naszej podróży...
Chociaż malowniczo rzecz jasna było...

Tak było z jednej strony...

A tak było z drugiej strony...
     Oczywiście, "druga strona" interesowała nas znacznie bardziej...
     Szczególnie, że opiekę mieliśmy zapewnioną...


I wreszcie są...!!




     Osiem drewnianych drabin, rozciągniętych na stu metrach...Drabiny z Leukerbad do Albinen...
     Trudno dociec kiedy owe drabiny zostały ustawione, i kto je przymocował, bo fakt ów zatarła niepamięć Mieszkańców Albinen...Maleńkiej Miejscowości na stromym alpejskim zboczu...
Jedno jest pewne...
     Z owego przejścia korzystano przez wiele dziesięcioleci i był to ogólnie uznany trakt komunikacyjny (pierwsze wzmianki o Albinen pochodzą z 1224r)...
Drogę do Leukerbad zbudowano dopiero w 1978 roku...
     Ponoć zanim zamontowano owe drabiny na stałe, każdy chodził sobie ze swoją ...
     Z ulgą przyjęłam fakt, że nie muszę taszczyć drabiny, choćby aluminiowej...


I bez tego, przygoda zapowiadała się przednia...



     Szczególnie, że miejsca na zboczu było niewiele, a wiaterek wiejący wówczas, nasi Górale określili by mianem "halniaka"...


     Do wyobraźni przemawiały szczególnie, krzyże przymocowane do skały...Pamiątka po tych, którzy schodzili "na skróty"...
     Ale udało nam się dotrzeć do szczytu...


     I pewnie można by uznać, że to koniec naszego szaleństwa, gdyby nie fakt, iż postanowiliśmy dokonać również zejścia...


A to, to już nawet Mieszkańcy Albinen uznają za objaw nie całkiem normalny...Podkreślają to nawet w licznych reklamówkach...
     Powiem Wam tylko, że to było niesamowite !! Niesamowite i ekstremalne...
     Wiatr wzmagał się z każdą minutą...Rzucało moim lichym ciałkiem na wszystkie strony...Pod nogami miałam przepaść...Nad głową przelatywały ptaki...A w dłoniach poza szczeblami owych drabin nie miałam nic...

     Ale udało mi się w chwili natchnienia, jedną z drabin ochrzcić imieniem Dagusi...Przy Jej lęku wysokości i niechęci do górskich wędrówek to prezencik akuratny...To właśnie ta drabina...
Idealnie pionowa...Idealnie wysoka...Po prostu idealna !!
     I chociaż już Imć Zagłoba twierdził, że Niewiasta na drabinie wygląda niepolitycznie, to poszła bym tam jeszcze raz...

14 komentarzy:

  1. Chociaż były obawy,
    to szczebelki do sławy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to Ci numery !!
      Drabina kariery...;o)

      Usuń
  2. Do odważnych świat należy, fotki są dowodem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że na zdjęciach nie wieje...;o)

      Usuń
  3. O matko tak wysoko ??
    Ja bym nie weszła a jak bym weszła to bym nie zeszła ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zbocze było tak strome, że lepiej było drabinami niż ścieżką...;o)

      Usuń
  4. Czego ludzie nie wymyślą ;) Pomysł z drabinami jest niesamowity :) Dobrze, że na skróty nie poszliście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka desek i atrakcja jak się patrzy...;o)

      Usuń
  5. No cóż można powiedzieć, że wiało wam w ..... pozdrawiam, a ja bym nie poszła
    j

    OdpowiedzUsuń
  6. No super to było! Ale schodzenie jest zawsze trudniejsze i bardziej niebezpieczne!
    A byłaś w "Słowackim Raju"? Tam sie właśnie wchodzi po takich drabinach, tylko wysokości nie takie duże.
    Gratulacje dla "drabiniarzy"!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to już chyba za późno na "Słowacki Raj"...;o)

      Usuń
  7. Drabiniarko alpejska...;o) kłaniam się tak nisko i jeszcze do tego zamykam oczy) żeby nie wyobrażać sobie za dużo, tak się boję gór....;o) Typowa mazowszanka jestem....;o) Najbardziej lubię oglądać takie klimaty po prostu na zdjęciach, które tutaj są konkursowo piękne i do tego nic nie wieje...:o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mazowsze jest fajne, tylko strasznie płaskie...;o)

      Usuń