Kiedy pot zalewa oczy,
oddech w krtani kołkiem staje.
Kiedy myśl się w głowie mroczy,
nic wytchnienia już nie daje...
Krok się skraca jak przycięty,
z nosa kapie jakaś woda,
bark już kroku nie wydłuży...
Na to jest wysiłku szkoda...
Wtedy jedna linia cienka,
gdzieś na prostej zaznaczona
i w człowieku dusza pęka...
Ciągnie mocniej swe ramiona...
Nic nie słyszy, nic nie czuje...
Miga linia przed oczami...
Nic się w głowie nie kotłuje...
Tak zostają Zwycięzcami...
Dwa światy...
Bardzo Ważni Goście
sobota, 17 sierpnia 2013
piątek, 16 sierpnia 2013
Cudze chwalimy...Swego nie znamy ??
Podobno jak człeka opęta, to albo trzeba wziąć na przeczekanie, albo egzorcyzmy odprawić...
Co prawda bywały i czasy, w których "Opętańców" dla "bezpieczeństwa" ogółu ogniem traktowano, ale my wszak Człowieki cywilizowane...Obróbka termiczna odpada kategorycznie...
To "przeczekanie" to też kiepski interes, szczególnie jak "Opętańce" mają dodatkowo gen "Narwańca", a jak się zdarzy kumulacja do kwadratu ??
Klękajcie Narody...
Na taką mieszankę wybuchową to nawet egzorcyzmy nie pomogą...
Wytrzymaliśmy dokładnie dziewięć dni...
Dziewięć bardzo długich dni...
I nasza cierpliwość już ani jednej minutki wytrzymać nie mogła...
Wsiedliśmy do "Naguska" i ruszyliśmy w "nieznane"...
Krajobraz iście wakacyjny, chociaż nasza podróż trwała raptem kilka minut...
- To powinno być gdzieś tutaj...- stwierdził Pan N.
- Teren akurat... - potwierdziłam...
I....
- Są !! - krzyknęliśmy prawie jednocześnie...
Aż nas na fotelach podnosiło...
A jęzory pracowały w trybie ekspresowym...
Dotarliśmy do celu podróży...
Stadnina tuż przy Zaścianku...
Jeszcze kiedy byliśmy na Kaszubach, Pan N. wyszperał ją w neciku...Aż trudno było uwierzyć, że mamy do niej tak blisko...
Spoglądaliśmy z uśmiechami na naszych przyszłych przyjaciół i nie mogliśmy się doczekać...
Teraz to dopiero będzie trudne...
Echhh...Te moje wredne "bolki"...
Może już czas, żebyście sobie poszły gdzieś ??
A może polecicie ??
Najlepiej lećcie zbadać "czarne dziury"...;o)
Co prawda bywały i czasy, w których "Opętańców" dla "bezpieczeństwa" ogółu ogniem traktowano, ale my wszak Człowieki cywilizowane...Obróbka termiczna odpada kategorycznie...
To "przeczekanie" to też kiepski interes, szczególnie jak "Opętańce" mają dodatkowo gen "Narwańca", a jak się zdarzy kumulacja do kwadratu ??
Klękajcie Narody...
Na taką mieszankę wybuchową to nawet egzorcyzmy nie pomogą...
Wytrzymaliśmy dokładnie dziewięć dni...
Dziewięć bardzo długich dni...
I nasza cierpliwość już ani jednej minutki wytrzymać nie mogła...
Wsiedliśmy do "Naguska" i ruszyliśmy w "nieznane"...
Krajobraz iście wakacyjny, chociaż nasza podróż trwała raptem kilka minut...
- To powinno być gdzieś tutaj...- stwierdził Pan N.
- Teren akurat... - potwierdziłam...
I....
- Są !! - krzyknęliśmy prawie jednocześnie...
Aż nas na fotelach podnosiło...
A jęzory pracowały w trybie ekspresowym...
Dotarliśmy do celu podróży...
Stadnina tuż przy Zaścianku...
Jeszcze kiedy byliśmy na Kaszubach, Pan N. wyszperał ją w neciku...Aż trudno było uwierzyć, że mamy do niej tak blisko...
Spoglądaliśmy z uśmiechami na naszych przyszłych przyjaciół i nie mogliśmy się doczekać...
Teraz to dopiero będzie trudne...
Echhh...Te moje wredne "bolki"...
Może już czas, żebyście sobie poszły gdzieś ??
A może polecicie ??
Najlepiej lećcie zbadać "czarne dziury"...;o)
czwartek, 15 sierpnia 2013
MŚ LA...Najlepsza telenowela...;o)
Teraz się pozachwycam...
A co...!!
Zachwycać się będę nieprzerwanie i euforycznie...
Cóż takiego mnie do owych zachwytów popycha ??
Hmmm...
Jakby to powiedzieć...??
Królowa !!
Codziennie doczekać się nie mogę kiedy oczy widokiem ulubionym nacieszę...
Fakt...Łatwo nie jest...
Najgorzej kiedy biegają Sprinterzy...100 metrów...200 metrów...Płotki...
Palce jakoś same się układają do bloków...Nawet łydki drętwieją kiedy widzę te piękne, "wyciągnięte" kroki...
A skoki ??
Tak pomagam, że aż oddychać się boję...
Trochę szkoda, że naszych nie ma w tych sztandarowych konkurencjach...Chociaż...
Póki co pięknie się Im wiedzie...
Tyle, że ja do "młotkowania", "dyskowania" to się kiepsko nadaję, a pchanie kuli to było, że tak powiem, moje przekleństwo...
Wiecznie coś z tą kulą zmalowałam...
Po kilku spektakularnych "upuszczeniach" na nogi Sędziów, Trener prosił mnie jedynie...
"Dotaszcz ją jakoś do koła"...
Ha !! Łatwo powiedzieć !!
Cóż za durnowatość, żeby w wielobojach kulą pchać ??
Chociaż piłeczki palantowej, szczerze mówiąc nie lubiłam jeszcze bardziej...
Tyle, że dla Sędziów była bezpieczniejsza...
Ale co się jej Biedaki w krzakach naszukali to Ich...
Taki miałam dar przez Matkę Naturę sprezentowany...
Utrapienie...
Może dlatego z takim podziwem spoglądam na naszych Miotaczy ??
Nie dość, że umieją to ustrojstwo do koła donieść, to jeszcze Konkurencji plecy w rankingach pokazują...
Że o zdobytych medalach nie wspomnę...
A taki medal Mistrzostw Świata to przecież fajna rzecz...
Aż się gordyjski pyszczek cieszy...
To teraz już wiecie gdzie jestem, jak mnie nie ma...
Wgapiam się i łapkami na kanapie przebieram...
W tak zwanym "międzyczasie" był jeszcze mecz w piłkę nożną z Duńczykami...
Miałam nie krytykować Reprezentacji przez rok ??
Orzesz...(ko)...
Ależ Wy pamiętliwi jesteście...
No dobra...
To nie będę krytykować...
Zacytuję tylko zasłyszaną dzisiaj rozmowę dwóch Sąsiadów...
"- Oglądał Sąsiad mecz ??- zapytał Pierwszy...
- Oglądałem...- odpowiedział Drugi...
- I jak ?? Przegrali...??- zapytał Pierwszy...
- Wygrali...- odparł Drugi...
- Czułem, że przegrają...- smutno rzucił Pierwszy...
- Wygrali !! Mówię przecież...!! 3:2 było...- prostował Drugi...
- Wygrali ?? A kto strzelił ?? - dopytywał Pierwszy...
- Klich...Sobota...- zaczął wyliczać Drugi...
- I Lewandowski ??- przerwał Pierwszy...
- Lewandowski to się tylko po boisku snuł i jajami dzwonił... - oświadczył Drugi..."
I po tym stwierdzeniu Wasza Gordyjka tak parsknęła śmiechem, że musiała zmiatać z balkonu czym prędzej...
Dla ścisłości dodam od siebie, że trzecią brameczkę strzelił Zieliński...;o)
A co...!!
Zachwycać się będę nieprzerwanie i euforycznie...
Cóż takiego mnie do owych zachwytów popycha ??
Hmmm...
Jakby to powiedzieć...??
Królowa !!
Codziennie doczekać się nie mogę kiedy oczy widokiem ulubionym nacieszę...
Fakt...Łatwo nie jest...
Najgorzej kiedy biegają Sprinterzy...100 metrów...200 metrów...Płotki...
Palce jakoś same się układają do bloków...Nawet łydki drętwieją kiedy widzę te piękne, "wyciągnięte" kroki...
A skoki ??
Tak pomagam, że aż oddychać się boję...
Trochę szkoda, że naszych nie ma w tych sztandarowych konkurencjach...Chociaż...
Póki co pięknie się Im wiedzie...
Tyle, że ja do "młotkowania", "dyskowania" to się kiepsko nadaję, a pchanie kuli to było, że tak powiem, moje przekleństwo...
Wiecznie coś z tą kulą zmalowałam...
Po kilku spektakularnych "upuszczeniach" na nogi Sędziów, Trener prosił mnie jedynie...
"Dotaszcz ją jakoś do koła"...
Ha !! Łatwo powiedzieć !!
Cóż za durnowatość, żeby w wielobojach kulą pchać ??
Chociaż piłeczki palantowej, szczerze mówiąc nie lubiłam jeszcze bardziej...
Tyle, że dla Sędziów była bezpieczniejsza...
Ale co się jej Biedaki w krzakach naszukali to Ich...
Taki miałam dar przez Matkę Naturę sprezentowany...
Utrapienie...
Może dlatego z takim podziwem spoglądam na naszych Miotaczy ??
Nie dość, że umieją to ustrojstwo do koła donieść, to jeszcze Konkurencji plecy w rankingach pokazują...
Że o zdobytych medalach nie wspomnę...
A taki medal Mistrzostw Świata to przecież fajna rzecz...
Aż się gordyjski pyszczek cieszy...
To teraz już wiecie gdzie jestem, jak mnie nie ma...
Wgapiam się i łapkami na kanapie przebieram...
W tak zwanym "międzyczasie" był jeszcze mecz w piłkę nożną z Duńczykami...
Miałam nie krytykować Reprezentacji przez rok ??
Orzesz...(ko)...
Ależ Wy pamiętliwi jesteście...
No dobra...
To nie będę krytykować...
Zacytuję tylko zasłyszaną dzisiaj rozmowę dwóch Sąsiadów...
"- Oglądał Sąsiad mecz ??- zapytał Pierwszy...
- Oglądałem...- odpowiedział Drugi...
- I jak ?? Przegrali...??- zapytał Pierwszy...
- Wygrali...- odparł Drugi...
- Czułem, że przegrają...- smutno rzucił Pierwszy...
- Wygrali !! Mówię przecież...!! 3:2 było...- prostował Drugi...
- Wygrali ?? A kto strzelił ?? - dopytywał Pierwszy...
- Klich...Sobota...- zaczął wyliczać Drugi...
- I Lewandowski ??- przerwał Pierwszy...
- Lewandowski to się tylko po boisku snuł i jajami dzwonił... - oświadczył Drugi..."
I po tym stwierdzeniu Wasza Gordyjka tak parsknęła śmiechem, że musiała zmiatać z balkonu czym prędzej...
Dla ścisłości dodam od siebie, że trzecią brameczkę strzelił Zieliński...;o)
środa, 14 sierpnia 2013
Może czas zmienić wzorce ??
Kilka tygodni temu w czasie "nawiedzin" Pierworodny wyciągnął z plecaka książkę...
- Pewnie Ci się spodoba...- i nie komentując nic więcej położył ją na regale...
Słowo drukowane przyswajam w każdej ilości, więc protestów nie wnosiłam...
Z babskiej ciekawości zapytałam...
- Skąd masz ??
- Dostaliśmy na prezent ślubny...- oświeciła mnie Synowa...
Echhh...Żeby to teraz człek za mąż wychodził to by zaraz zamiast "wiechci" o książki poprosił...Moja wyobraźnia już ustawiała kolejny książkowy regał...
Wieczorem książka poczłapała ze mną do sypialki...Pierwsza strona i...
Mimo bardzo późnej pory wysłałam Młodemu "buźkę"...
"Wiedziałem"- przyszła odpowiedź...
Ktoś mi piękny prezent zrobił na ten ślub Młodych...
"Fale wojny" Stevena Pressfielda...
To że mam totalnego "hopla" na puncie historii, szczególnie tej starożytnej wiadome jest prawie wszystkim, ale że z tych starożytność najbliżsi memu sercu są Spartanie...??
Uwielbiam Spartan...
Kocham ich miłością ogromną i platoniczną...Bo moje ścieżki jeszcze o Spartę nie zahaczyły...
Może dlatego, żeby marzeń nie rozwiewać, żeby moja Sparta była taka właśnie jak jest...
Starożytna i dziewicza...
Już w czasach szkolnych nie mogłam pojąć dlaczego wtłacza się nam do głów "demokrację ateńską", skorumpowaną, zakłamaną i bezgranicznie niesprawiedliwą...A pomija się ledwie kilkoma linijkami tekstu coś tak nieziemskiego jak spartańskie prawo (jasne i zwięzłe, obowiązujące każdego bez wyjątku), prostotę życia (spartańskie warunki do dzisiaj sławione jako ekstremalnie skromne) i niewyobrażalne wręcz morale narodowe, podporządkowane w każdym względzie interesowi Państwa...
W dzisiejszych czasach brzmi to wręcz jak herezja...
Ale nawet Współcześni doceniali Spartan...
To tam wysyłano Chłopców w celach edukacyjnych...Tam szkolono dowódców...Strategie spartańskie przenoszono na wszystkie pola bitewne...
Ukazane w "Falach wojny" Postacie (książka ma charakter biograficzny oparty na wspomnieniach) to prawdziwy Panteon, chociaż niewątpliwie główną postacią jest Alkibiades (de facto Ateńczyk)...
Ale Książka aż "ocieka" Spartą...
Spartą w zestawieniu z Atenami...
I to jest właśnie wspaniałe...
Może w końcu ktoś zauważy, że ucząc Młodzież demokracji na ateńskich wzorcach, uczy zakłamania, kombinatorstwa, donosów, zbrodni i całego tego "błota" z jakim mamy do czynienia codziennie...
- Pewnie Ci się spodoba...- i nie komentując nic więcej położył ją na regale...
Słowo drukowane przyswajam w każdej ilości, więc protestów nie wnosiłam...
Z babskiej ciekawości zapytałam...
- Skąd masz ??
- Dostaliśmy na prezent ślubny...- oświeciła mnie Synowa...
Echhh...Żeby to teraz człek za mąż wychodził to by zaraz zamiast "wiechci" o książki poprosił...Moja wyobraźnia już ustawiała kolejny książkowy regał...
Wieczorem książka poczłapała ze mną do sypialki...Pierwsza strona i...
Mimo bardzo późnej pory wysłałam Młodemu "buźkę"...
"Wiedziałem"- przyszła odpowiedź...
Ktoś mi piękny prezent zrobił na ten ślub Młodych...
"Fale wojny" Stevena Pressfielda...
To że mam totalnego "hopla" na puncie historii, szczególnie tej starożytnej wiadome jest prawie wszystkim, ale że z tych starożytność najbliżsi memu sercu są Spartanie...??
Uwielbiam Spartan...
Kocham ich miłością ogromną i platoniczną...Bo moje ścieżki jeszcze o Spartę nie zahaczyły...
Może dlatego, żeby marzeń nie rozwiewać, żeby moja Sparta była taka właśnie jak jest...
Starożytna i dziewicza...
Już w czasach szkolnych nie mogłam pojąć dlaczego wtłacza się nam do głów "demokrację ateńską", skorumpowaną, zakłamaną i bezgranicznie niesprawiedliwą...A pomija się ledwie kilkoma linijkami tekstu coś tak nieziemskiego jak spartańskie prawo (jasne i zwięzłe, obowiązujące każdego bez wyjątku), prostotę życia (spartańskie warunki do dzisiaj sławione jako ekstremalnie skromne) i niewyobrażalne wręcz morale narodowe, podporządkowane w każdym względzie interesowi Państwa...
W dzisiejszych czasach brzmi to wręcz jak herezja...
Ale nawet Współcześni doceniali Spartan...
To tam wysyłano Chłopców w celach edukacyjnych...Tam szkolono dowódców...Strategie spartańskie przenoszono na wszystkie pola bitewne...
Ukazane w "Falach wojny" Postacie (książka ma charakter biograficzny oparty na wspomnieniach) to prawdziwy Panteon, chociaż niewątpliwie główną postacią jest Alkibiades (de facto Ateńczyk)...
Ale Książka aż "ocieka" Spartą...
Spartą w zestawieniu z Atenami...
I to jest właśnie wspaniałe...
Może w końcu ktoś zauważy, że ucząc Młodzież demokracji na ateńskich wzorcach, uczy zakłamania, kombinatorstwa, donosów, zbrodni i całego tego "błota" z jakim mamy do czynienia codziennie...
wtorek, 13 sierpnia 2013
Nękanie Małolata, czyli o bezsilności Rodziców...
Jak wiecie z marketów preferujemy te z artykułami budowlanymi, ale i nam czasem zdarza się zabłądzić do przybytków bardziej "przyziemnych"...
Robimy to z reguły "przy okazji", cel mamy skrzętnie określony, a w markecie poruszamy się według zasady "najkrótszą drogą do regału"...
Kiepscy z nas klienci...
Fakt...
Kiedy ostatnio zabłąkaliśmy się do takiego właśnie przybytku "zakupowych rozkoszy" miał miejsce incydent, który, chociaż nas bezpośrednio nie dotyczył, zapadł nam w pamięć na długo...
Przemierzaliśmy właśnie "sprintem" kolejną alejkę, gdy do naszych uszu dotarł dźwięk...Dźwięk tak donośny i wibrujący w uszach, że aż przystanęliśmy z wrażenia...
Płakało dziecko...
Płakało ??
Powiedziałam bym raczej, że darło się nieziemsko, a skowyt, który wydobywało z siebie miał już nutę chrypnięcia...
- Jak nic obdzierają dzieciaka ze skóry...- stwierdził Pan N.
- Obdzierają i solą posypują... - dodałam, bo z samego "obdzierania" to by takiego wrzasku nie było...
Kiedy dotarliśmy do "krzyżówki", naszym oczom ukazał się widok, który "wmurował" nas w podłogę...
Dzieciak lat może sześciu, czerwony na twarzy, że mało nie wybuchnął, zaryczany, uśliniony, zasmarkany, stał między regałami...
Właściwie nie stał...
On się miotał...Rękami machał...Złożonymi w piąstki dłońmi usiłował trafić w Ojca, albo Matkę...Krótkie nóżki na przemian kopały...
Po krótkiej chwili obserwacji jasnym się stało, że "wrogiem nr 1" jest Ojciec...
Rodzice mieli "na oko" po 35-36 lat...
Ojciec z pokorą przyjmował ciosy Małolata...
Jego twarz płonęła wstydem i konsternacją...
Jedyne działanie jakie podjął, to było odsunięcie się od Dzieciaka o krok...
Milczał...
W sumie, milczeniu Ojca się nie dziwiłam, bo we wrzasku Nielota mówienie i tak było by to bezcelowe...
Matka przysiadła na posadzce i usiłowała przytulić Dzieciaka...
Matczyne ramiona usiłowały "spacyfikować" okazywaną agresję...
Bezskutecznie...
Dzieciak nieprzerwanie wrzeszczał...Rodzice ewidentnie czekali aż opadnie z sił...Ludzie przystawali i przyglądali się owej scence rodzajowej...
- A mówiłam, że chodzenie z dzieciakami po marketach powinni uznać za sport ekstremalny...- wymruczałam bardziej do siebie niż do Pana N.
Moje mruczenie i tak by się przez wytwarzane decybele nie przebiło...
Wróciliśmy do przerwanych zakupów, pozostawiając ową Rodzinkę sobie...
Wiedzieliśmy, że Rodzice są bez szans...
Jak mają zdyscyplinować Nielota w amoku ??
Czułym szeptem ??
Serdecznym uściskiem ??
No chyba, że skapitulują całkiem i wrócą do regału z zabawkami...
Wśród "Gapiów" znalazło się kilka Osób z obsługi...
W odróżnieniu od współczujących spojrzeń Klientów, Ich wzrok był wymowny...
Albo wrócą do "zabawek", albo...
W dłoniach trzymali telefony, a ja miałam dziwne wrażenie, że jeśli problem przez Rodziców nie zostanie natychmiast rozwiązany, to zadzwonią...
Albo zgłoszą zakłócanie porządku...
Albo ...
Nękanie Małolata ??
Robimy to z reguły "przy okazji", cel mamy skrzętnie określony, a w markecie poruszamy się według zasady "najkrótszą drogą do regału"...
Kiepscy z nas klienci...
Fakt...
Kiedy ostatnio zabłąkaliśmy się do takiego właśnie przybytku "zakupowych rozkoszy" miał miejsce incydent, który, chociaż nas bezpośrednio nie dotyczył, zapadł nam w pamięć na długo...
Przemierzaliśmy właśnie "sprintem" kolejną alejkę, gdy do naszych uszu dotarł dźwięk...Dźwięk tak donośny i wibrujący w uszach, że aż przystanęliśmy z wrażenia...
Płakało dziecko...
Płakało ??
Powiedziałam bym raczej, że darło się nieziemsko, a skowyt, który wydobywało z siebie miał już nutę chrypnięcia...
- Jak nic obdzierają dzieciaka ze skóry...- stwierdził Pan N.
- Obdzierają i solą posypują... - dodałam, bo z samego "obdzierania" to by takiego wrzasku nie było...
Kiedy dotarliśmy do "krzyżówki", naszym oczom ukazał się widok, który "wmurował" nas w podłogę...
Dzieciak lat może sześciu, czerwony na twarzy, że mało nie wybuchnął, zaryczany, uśliniony, zasmarkany, stał między regałami...
Właściwie nie stał...
On się miotał...Rękami machał...Złożonymi w piąstki dłońmi usiłował trafić w Ojca, albo Matkę...Krótkie nóżki na przemian kopały...
Po krótkiej chwili obserwacji jasnym się stało, że "wrogiem nr 1" jest Ojciec...
Rodzice mieli "na oko" po 35-36 lat...
Ojciec z pokorą przyjmował ciosy Małolata...
Jego twarz płonęła wstydem i konsternacją...
Jedyne działanie jakie podjął, to było odsunięcie się od Dzieciaka o krok...
Milczał...
W sumie, milczeniu Ojca się nie dziwiłam, bo we wrzasku Nielota mówienie i tak było by to bezcelowe...
Matka przysiadła na posadzce i usiłowała przytulić Dzieciaka...
Matczyne ramiona usiłowały "spacyfikować" okazywaną agresję...
Bezskutecznie...
Dzieciak nieprzerwanie wrzeszczał...Rodzice ewidentnie czekali aż opadnie z sił...Ludzie przystawali i przyglądali się owej scence rodzajowej...
- A mówiłam, że chodzenie z dzieciakami po marketach powinni uznać za sport ekstremalny...- wymruczałam bardziej do siebie niż do Pana N.
Moje mruczenie i tak by się przez wytwarzane decybele nie przebiło...
Wróciliśmy do przerwanych zakupów, pozostawiając ową Rodzinkę sobie...
Wiedzieliśmy, że Rodzice są bez szans...
Jak mają zdyscyplinować Nielota w amoku ??
Czułym szeptem ??
Serdecznym uściskiem ??
No chyba, że skapitulują całkiem i wrócą do regału z zabawkami...
Wśród "Gapiów" znalazło się kilka Osób z obsługi...
W odróżnieniu od współczujących spojrzeń Klientów, Ich wzrok był wymowny...
Albo wrócą do "zabawek", albo...
W dłoniach trzymali telefony, a ja miałam dziwne wrażenie, że jeśli problem przez Rodziców nie zostanie natychmiast rozwiązany, to zadzwonią...
Albo zgłoszą zakłócanie porządku...
Albo ...
Nękanie Małolata ??
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
"Nie-Samotne Drzewo"...
Biedna ta skołatana gordyjska duszyczka...A to papierzyska drze bez opamiętania, żeby śmieciową normę wyrobić, a to siedzi przy klawiaturce i niczym świstak dziobie kody na kasę fiskalną...
Ale się dziewczyna zaparła...
No cóż...
Skoro postanowiła, że nie odda na ministerialne fanaberie czegoś co budowali z Panem N. przez kilkanaście lat...
Hmmm...
Zobaczymy...
Rozumy ministerialne nieprzeniknione, a rozszerzającą się biurokrację ktoś przecież finansować musi...
Pewnie nie jedno jeszcze wyzwanie gordyjski czerep czeka...
Kiedy jednak dusza już przelewa się z czary i nijak zapanować nad emocjami nie można, skołowanej duszyczce trzeba dać wytchnienie...
A każdy wie, że gdzie jak gdzie, ale wytchnienia szukać trzeba w lesie...
No to Gordyjka postanowiła stacjonarnie owo wytchnienie sobie sprawić...
Las w naturze ma co prawda kilka kroków od domu, ale na to i sił, i czasu trzeba, więc...
Skoro Mahomet nie może do góry...
Od kilku miesięcy strasznie Gordyjkę "kręciło" to wyzwanie...
Chodziła...Dumała...Ścianie się przyglądała...
Aż w końcu...
Pewnego wieczoru wzięła do ręki węgiel i zaczęła nieporadnie kreślić pierwsze kreski...
Ogrom ściany odrobinę ją przerażał...Kłębiące się "pod kopułą" obrazy raz migały wyraźnie, to znowu okrywały się mgiełką...
Sama siebie pytała...
"Dasz radę ??"...
Ale z każdą kreską, z niebytu zieloności wyłaniało się ono...
"Nie-Samotne Drzewo"...
I po kilku dniach w sypialce pojawiło się...Jeszcze surowe...Uparte...
Drzewo z gatunku tych, co to byle wiaterkowi się nie poddają...
Może nie kusi urokiem...
Może zbyt siermiężne...
Przyjdzie jednak dzień, w którym drzewo przybierze dokładnie taką formę, jaka w gordyjskiej duszy drzemie...
Nie-Samotną...
Ale się dziewczyna zaparła...
No cóż...
Skoro postanowiła, że nie odda na ministerialne fanaberie czegoś co budowali z Panem N. przez kilkanaście lat...
Hmmm...
Zobaczymy...
Rozumy ministerialne nieprzeniknione, a rozszerzającą się biurokrację ktoś przecież finansować musi...
Pewnie nie jedno jeszcze wyzwanie gordyjski czerep czeka...
Kiedy jednak dusza już przelewa się z czary i nijak zapanować nad emocjami nie można, skołowanej duszyczce trzeba dać wytchnienie...
A każdy wie, że gdzie jak gdzie, ale wytchnienia szukać trzeba w lesie...
No to Gordyjka postanowiła stacjonarnie owo wytchnienie sobie sprawić...
Las w naturze ma co prawda kilka kroków od domu, ale na to i sił, i czasu trzeba, więc...
Skoro Mahomet nie może do góry...
Od kilku miesięcy strasznie Gordyjkę "kręciło" to wyzwanie...
Chodziła...Dumała...Ścianie się przyglądała...
Aż w końcu...
Pewnego wieczoru wzięła do ręki węgiel i zaczęła nieporadnie kreślić pierwsze kreski...
Ogrom ściany odrobinę ją przerażał...Kłębiące się "pod kopułą" obrazy raz migały wyraźnie, to znowu okrywały się mgiełką...
Sama siebie pytała...
"Dasz radę ??"...
Ale z każdą kreską, z niebytu zieloności wyłaniało się ono...
"Nie-Samotne Drzewo"...
I po kilku dniach w sypialce pojawiło się...Jeszcze surowe...Uparte...
Drzewo z gatunku tych, co to byle wiaterkowi się nie poddają...
Może nie kusi urokiem...
Może zbyt siermiężne...
Przyjdzie jednak dzień, w którym drzewo przybierze dokładnie taką formę, jaka w gordyjskiej duszy drzemie...
Nie-Samotną...
niedziela, 11 sierpnia 2013
"Strzał w kolano", czyli jak powiększyć dziurę budżetową...
Kiedy ogłaszałam publicznie, że Pani Ministra Mucha jest moją najbardziej "lubianą" Ministrą, nawet mi do łepetynki nie przyszło, że taki ferment moje uczucia wywołają...Żeby to jeszcze ferment był lokalny, albo powiedzmy regionalny, to pikuś...
Moje "lubienie" Ministry Muchy wywołało fermentację odgórną, czyli na samej szczycie "drabiny" albo "łańcucha pokarmowego", jak kto woli...
Musi, że w Rządzie bardzo Im zależy, żeby mi tematów na bloga nie brakowało...
Pamiętacie jak Pan Premier trzy lata temu ogłosił, że my "Zielona Wyspa" jesteśmy, żeby nas od Irlandii nie przezywać, a owe "zieloności" główną zasługą są małych i średnich przedsiębiorstw ??
Ja pamiętam doskonale...
Tym razem Pan premier mówił prawdę...
Przemysłu to my już właściwie nie mamy, bo co się dało za bezcen "obcy kapitał" zgarnął i produkcję do Azji przeniósł...
W sektorze paliwowym siedzą głównie obce Koncerny odkąd Pan Z. wykrył, że każdy posiadacz stacji paliw w Polsce to mafiozo...
Handel opiera się głównie na hipermarketach serwujących Klientom żywność tak nafaszerowaną chemią, że producenci rozważają likwidację oświetlenia w lodówkach...
W bankach już niedługo trzeba będzie znać przynajmniej dwa języki, żeby konto założyć...
Rolnicy niebawem będą na krowich zadach kody kreskowe przyklejać, bo opcja kwadratowych pomidorów i prostych bananów nie przeszła...
Lipa...Prawdziwa lipa...
Pozostało więc Panu Premierowi małe i średnie przedsiębiorstwa pochwalić, bo a nuż się rozmyślą i wyjadą do Anglii na zmywak...
No to pochwalił, uczcił i premierowskim uśmiechem obdarzył...
Z tym, że Pan Premier chyba swojego przemówienia z resztą Rządu nie uzgadniał, albo Bidulek nie ma wcale pojęcia co Jego Ministrowie w "rękawach" trzymają...
A szczerze powiem...
Przy Ministrach Pana Premiera, Wielki Szu to jest Cienias i Lebiega !!
I to poniekąd jest właśnie gordyjskim problemem...
Nijak już ogarnąć nie umiem, który z owych uzdolnionych Twórców naszego życia gospodarczego i społecznego na moje uczucia zasługuje najbardziej...
Czy Ministra, która "poniekąd" i "ponoć" zna się na sporcie ??
Czy Minister, który miał nam autostrady pobudować, ale postanowił zająć się problemem "względności czasu" i namiętnie zbiera czasomierze ??
Czy Minister, który ma chronić środowisko, a póki co stworzył machinę biurokratyczną i procedury, których już chyba nawet Jego rozum nie ogarnia ??
Czy Minister "od pustej kasy", najbliższy memu sercu od kilku dni ??
Wiecie co wymyślił ów Człek, mający się za Geniusza Ekonomii ??
Od 1 października każdy paragon z kasy fiskalnej oprócz napisu, że jest paragonem fiskalnym ma posiadać jeszcze kilka bardzo ważnych informacji...
Musi być mianowicie, możliwość wbicia na kasę fiskalną numeru NIP Nabywcy, czyli Klienta...
Po co ??
Pojęcia nie mam, bo jak Firma zakupy robi to głównie na Faktury VAT, a "Kowalski" już nawet owego NIP-u nie otrzymuje...
Ale co tam...
Ministerstwo Pustej Kasy wie lepiej...
Prawdziwą jednak perełką jest wymóg, aby na paragonach fiskalnych znalazł się dokładny opis sprzedawanego produktu...
Kupisz w Zieleniaku papryczkę różnokolorową to na paragoniku będzie: 20dkg papryki żółtej, 20dkg papryki zielonej, 20dkg papryki czerwonej, a jak w sprzedaży jest jeszcze papryka słodka, ostra i bardzo ostra, to w rozbiciu na kolorystykę i walory smakowe...
Ile będą trwały zakupy "na sałatkę jarzynową" tego w Ustawie nie uwzględniono...
Od kasy odchodzić będziemy z paragonami na metry...Pięć metrów średnie zakupy...Dziesięć metrów zakupy niedzielne...
Podobno ma to przynieść korzyść...
Jeszcze nie wpadłam na to jaką...
Chyba, że zamiast prasy będziemy sobie te paragony czytywać do porannej kawy...
Ale problem czytelnictwa w Polsce to inna "brocha", a problem z kasami też jest całkiem inny...
Wszystkie małe i średnie Przedsiębiorstwa, zobligowane przepisami do rejestracji sprzedaży na kasach fiskalnych kupowały urządzenia dedykowane dla tych usług, czy handlu...
Po kiego czorta mieli inwestować w rozbudowane urządzenie skoro ich sprzedaż obejmuje powiedzmy tysiąc pozycji ??
A nie ukrywajmy...
Zakup kasy fiskalnej to nie jest marnych kilka złotych...
No i teraz zonk !!
Jak wprowadzić owo "pełne nazewnictwo" w kasach, które nie mają takich możliwości technicznych ??
Ministerstwo Pustej Kasy wie !!
Należy kupić nową kasę fiskalną !!
Mimo, że ta "stara" pracuje poprawnie, mimo iż pamięć fiskalna wystarczy jeszcze na kilka lat...
Ciągniecie gospodarkę ??
Nie daliście Ojczyzny w kryzysie utopić ??
To nie ma to tamto !!
Czas Was wykończyć !!
To się nazywa "dbałość o interes społeczny", określany również przez Pana Premiera "wolnością gospodarczą"...
To będzie piękna wolność...
Pracujący na granicy rentowności mali i średni Przedsiębiorcy bardzo dobrze umieją liczyć...
Liczyć tylko i wyłącznie na Siebie...
Pozamykają to co jeszcze walczy z marketami, korporacjami i holdingami, i zaczną żyć...
Żyć na koszt Państwa...
Czy Pan Minister od Pustej Kasy ujął owe straty w swoich kalkulacjach ??
Jeśli nie, to coś mi się zdaje, że będzie to kolejny "strzał w kolano", czyli dziurawienie Budżetu...
Moje "lubienie" Ministry Muchy wywołało fermentację odgórną, czyli na samej szczycie "drabiny" albo "łańcucha pokarmowego", jak kto woli...
Musi, że w Rządzie bardzo Im zależy, żeby mi tematów na bloga nie brakowało...
Pamiętacie jak Pan Premier trzy lata temu ogłosił, że my "Zielona Wyspa" jesteśmy, żeby nas od Irlandii nie przezywać, a owe "zieloności" główną zasługą są małych i średnich przedsiębiorstw ??
Ja pamiętam doskonale...
Tym razem Pan premier mówił prawdę...
Przemysłu to my już właściwie nie mamy, bo co się dało za bezcen "obcy kapitał" zgarnął i produkcję do Azji przeniósł...
W sektorze paliwowym siedzą głównie obce Koncerny odkąd Pan Z. wykrył, że każdy posiadacz stacji paliw w Polsce to mafiozo...
Handel opiera się głównie na hipermarketach serwujących Klientom żywność tak nafaszerowaną chemią, że producenci rozważają likwidację oświetlenia w lodówkach...
W bankach już niedługo trzeba będzie znać przynajmniej dwa języki, żeby konto założyć...
Rolnicy niebawem będą na krowich zadach kody kreskowe przyklejać, bo opcja kwadratowych pomidorów i prostych bananów nie przeszła...
Lipa...Prawdziwa lipa...
Pozostało więc Panu Premierowi małe i średnie przedsiębiorstwa pochwalić, bo a nuż się rozmyślą i wyjadą do Anglii na zmywak...
No to pochwalił, uczcił i premierowskim uśmiechem obdarzył...
Z tym, że Pan Premier chyba swojego przemówienia z resztą Rządu nie uzgadniał, albo Bidulek nie ma wcale pojęcia co Jego Ministrowie w "rękawach" trzymają...
A szczerze powiem...
Przy Ministrach Pana Premiera, Wielki Szu to jest Cienias i Lebiega !!
I to poniekąd jest właśnie gordyjskim problemem...
Nijak już ogarnąć nie umiem, który z owych uzdolnionych Twórców naszego życia gospodarczego i społecznego na moje uczucia zasługuje najbardziej...
Czy Ministra, która "poniekąd" i "ponoć" zna się na sporcie ??
Czy Minister, który miał nam autostrady pobudować, ale postanowił zająć się problemem "względności czasu" i namiętnie zbiera czasomierze ??
Czy Minister, który ma chronić środowisko, a póki co stworzył machinę biurokratyczną i procedury, których już chyba nawet Jego rozum nie ogarnia ??
Czy Minister "od pustej kasy", najbliższy memu sercu od kilku dni ??
Wiecie co wymyślił ów Człek, mający się za Geniusza Ekonomii ??
Od 1 października każdy paragon z kasy fiskalnej oprócz napisu, że jest paragonem fiskalnym ma posiadać jeszcze kilka bardzo ważnych informacji...
Musi być mianowicie, możliwość wbicia na kasę fiskalną numeru NIP Nabywcy, czyli Klienta...
Po co ??
Pojęcia nie mam, bo jak Firma zakupy robi to głównie na Faktury VAT, a "Kowalski" już nawet owego NIP-u nie otrzymuje...
Ale co tam...
Ministerstwo Pustej Kasy wie lepiej...
Prawdziwą jednak perełką jest wymóg, aby na paragonach fiskalnych znalazł się dokładny opis sprzedawanego produktu...
Kupisz w Zieleniaku papryczkę różnokolorową to na paragoniku będzie: 20dkg papryki żółtej, 20dkg papryki zielonej, 20dkg papryki czerwonej, a jak w sprzedaży jest jeszcze papryka słodka, ostra i bardzo ostra, to w rozbiciu na kolorystykę i walory smakowe...
Ile będą trwały zakupy "na sałatkę jarzynową" tego w Ustawie nie uwzględniono...
Od kasy odchodzić będziemy z paragonami na metry...Pięć metrów średnie zakupy...Dziesięć metrów zakupy niedzielne...
Podobno ma to przynieść korzyść...
Jeszcze nie wpadłam na to jaką...
Chyba, że zamiast prasy będziemy sobie te paragony czytywać do porannej kawy...
Ale problem czytelnictwa w Polsce to inna "brocha", a problem z kasami też jest całkiem inny...
Wszystkie małe i średnie Przedsiębiorstwa, zobligowane przepisami do rejestracji sprzedaży na kasach fiskalnych kupowały urządzenia dedykowane dla tych usług, czy handlu...
Po kiego czorta mieli inwestować w rozbudowane urządzenie skoro ich sprzedaż obejmuje powiedzmy tysiąc pozycji ??
A nie ukrywajmy...
Zakup kasy fiskalnej to nie jest marnych kilka złotych...
No i teraz zonk !!
Jak wprowadzić owo "pełne nazewnictwo" w kasach, które nie mają takich możliwości technicznych ??
Ministerstwo Pustej Kasy wie !!
Należy kupić nową kasę fiskalną !!
Mimo, że ta "stara" pracuje poprawnie, mimo iż pamięć fiskalna wystarczy jeszcze na kilka lat...
Ciągniecie gospodarkę ??
Nie daliście Ojczyzny w kryzysie utopić ??
To nie ma to tamto !!
Czas Was wykończyć !!
To się nazywa "dbałość o interes społeczny", określany również przez Pana Premiera "wolnością gospodarczą"...
To będzie piękna wolność...
Pracujący na granicy rentowności mali i średni Przedsiębiorcy bardzo dobrze umieją liczyć...
Liczyć tylko i wyłącznie na Siebie...
Pozamykają to co jeszcze walczy z marketami, korporacjami i holdingami, i zaczną żyć...
Żyć na koszt Państwa...
Czy Pan Minister od Pustej Kasy ujął owe straty w swoich kalkulacjach ??
Jeśli nie, to coś mi się zdaje, że będzie to kolejny "strzał w kolano", czyli dziurawienie Budżetu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)







