Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

wtorek, 3 stycznia 2017

Mały piesek z wielką duszą...

     Jak tam "Młody" ?? Sprawuje się ??
U mnie kiepsko, więc lepiej zająć się czymś przyjemniejszym...
Może właśnie na tym polega mój optymizm ??
     Jest źle ?? Trudno...Z "byciem źle" można żyć...Można uciec w "głąb siebie" i ładować akumulatory czymś pozytywnym...
     Gotowi na kontynuację kudłatych opowieści Cezarego ??
No to zaczynamy...



Mały piesek z wielką duszą

     - Dobre się skończyło. – powiedziała Mama i znowu zacząłem się martwić, że mnie oddadzą. Teraz już wiedziałem na pewno, że nie chcę wracać do Pana Właściciela i buldoga Bossa. Teraz chciałem być Czarusiem i mieszkać z moją nową Rodziną.
Ale to wcale nie było mówione do mnie.
Dobre skończyło się dla Taty i dla Miśka. Chociaż może troszkę dla mnie też.
     Tata musiał wrócić do pracy i już nie miał czasu na długie spacerki z pieskiem, a kiedy wracał był bardzo zmęczony i nie drapał mnie już tyle za uszkiem. A Tata cudnie drapie za uszkiem. 
     Misiu musiał wrócić do szkoły. To już był prawdziwy psi dramat! Z kim ja teraz będę grał w piłeczkę? Z kim będę biegał po śniegu? 
     Nie zostałem sam, bo była Żabolka i Mama, ale Żabolka była strasznie uparta i wcale nie chciała ze mną grać w piłkę, a jak jej zabierałem kapciuszka, to zamiast się ze mną siłować, płakała. A jak Żabolka płakała, to zaraz przybiegała Mama i była bardzo niezadowolona. 
     To, z kim ja się mam bawić? Przecież jestem jeszcze bardzo małym pieskiem, a małe pieski muszą się bawić! Piłeczki same nie podskakują!
     Musiałem czekać, aż Misiu wróci ze szkoły.
Bo pieski do szkoły nie chodzą! Wiem, bo próbowałem.
     Pewnego dnia, Mama zabrała mnie i Żabolka, żebyśmy odebrali Misia ze szkoły. Staliśmy pod tą szkołą i czekaliśmy na Misia. Tam było strasznie dużo dzieci, ale to nie były moje dzieci. Mój był tylko Żabolek. 
     I wtedy sobie pomyślałem, że jak pobiegnę po Misia, to on szybciej z tej szkoły wyjdzie. Stuliłem uszka i obróżka jakoś tak, sama wyskoczyła, a ja ruszyłem, ile sił w łapkach, na poszukiwania. Bardzo szybko przebierałem chudymi łapkami.
 A Mama krzyczała.
     Wiedziałem, że się będzie na mnie gniewać, więc postanowiłem, że muszę znaleźć Misia, a on wtedy wszystko Mamie wytłumaczy.
     Ale tych dzieci było strasznie dużo. I korytarzy było dużo. I drzwi było dużo. I nigdzie nie pachniało Misiem.
     Tak się zmęczyłem, że mi się łapki rozjechały, a pyszczkiem uderzyłem w podłogę. To wcale nie było miłe. 
     Postanowiłem wrócić do Mamy, ale jej też nigdzie nie było, nawet nie słyszałem czy krzyczy. Wtedy schowałem się pod ławką i zacząłem strasznie płakać.
     Szkoła to nie jest miejsce dla piesków!
     Strasznie rozpaczałem, i pewnie rozpaczałbym do dzisiaj, gdyby mnie Mama nie znalazła. Byłem już bardzo wystraszony, bo na podłodze była kałuża. Ze strachu zrobiłem siku. Ale Mama się nie złościła, i Misiu się nie złościł, i Żabolek. Nawet wszyscy koledzy Misia się nie złościli i Nauczycielka Misia też nie. Za to wszyscy mnie głaskali i drapali za uszkiem.
     Miło jest być znalezionym.
Ale ja już nie będę tulił uszek, żeby obróżka wyskakiwała.
     Tego dnia już nie schodziłem z maminych kolan, chociaż na drugim kolanie siedziała Żabolka i było nam strasznie niewygodnie.
     To nic…

14 komentarzy:

  1. A ja synka Michałka
    nazywałem Misio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A naszego Misia,
      mamy od Jarcysia...;o)

      Usuń
  2. No cóż "Młody" jak na razie zapatrzony w "Starego" i raczej tak ostanie, ale mam bardzo duże doświadczenie w ucieczkach "w głąb siebie", więc ładuje się jak tra la la, czego i Tobie z całego serca życzę :)))
    Czarusiowa historyja, pomimo psich smuteczków bardzo sympatyczna, czekam na ciąg dalszy :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ucieczki "w głąb" są zdrowe dla psyche...;o)
      Mimo psich smuteczków, Czaruś był najradośniejszy ze znanych mi sierściuchów...;o)

      Usuń
  3. Rozkosze posiadania małego pieska przeżywałam tyle lat temu, że już nie pamiętam. Ale to chyba trochę podobnie jak posiadanie małego kota :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to chyba nie była prawdziwa miłość, bo tą pamięta się zawsze...;o) Z kotami nie wiem jak jest, nie praktykowałam...;o)

      Usuń
  4. Swoimi opowieściami potrafisz rozweselić najsmutniejszą duszę. Pozdrawiam w nowym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzę Ci tajemnicę...O to mi chodzi...;o) Ale ciiichooo...;o0

      Usuń
  5. Czarusiowe dylematy przypominają mi naszego św. pamięci Lonię (miał takie wielkie brwi jak Leonid z tamtej epoki...). Prawie "sznaucer miniaturowy", przygarnięty w dziecięctwie jego, dożył z nami słusznego, psiego wieku... Ach....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tamtych czasach wszystko było "prawie"...;o)

      Usuń
  6. Lada chwila a Księciunio będzie słuchał i pewnie zawłaszczy!....:o) Wzruszająca.....:o)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak się zastanawiam czy Ty w poprzednim wcieleniu nie byłaś jakimś psiaczkiem prześlicznościowym... ????:-))

    OdpowiedzUsuń