Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

sobota, 4 czerwca 2016

Puszka Pandory...cz.10

     Czekaliśmy czternaście lat...
Po czternastu latach po prostu zadzwonił telefon...
     - To ja...- usłyszałam w słuchawce głos Siostry Pana N.
     - Witaj...Co słychać ??- odpowiedziałam zaskoczona...
     - Młody stwierdził, że już czas , żebyśmy się spotkali...- zaproponowała...
     - Głupi nie jest...- wypsnęło mi się...
Uzgodniłyśmy szczegóły...Podała Ich nowy adres...
     Byliśmy w szoku...My i Dzieciaki...Hmmm...Raczej Młodzież...
Pierworodny był Maturzystą...Córka Licealistką...
Ale prawdziwy szok dopiero nas czekał...
     Mieszkali w "trudnej" dzielnicy...Mieszkanko sami nazywali "gołębnikiem"...Dostali je po eksmisji z tamtej kamienicy do rozbiórki...Nikt by dzieci na bruk nie eksmitował...W kategorii maleńkości, mieszkanko wiodło niepodważalny prym...Dziupla...
     Siostra była bezrobotna bez prawa do zasiłku...Szwagrowi pozostały jeszcze dwa miesiące świadczenia...Siostrzenica studiowała zaocznie i pracowała jako sekretarka...Siostrzeniec kończył jakiegoś "mechanika"...
     Córka spojrzała na nas z przerażeniem, bo nigdy dotąd nie była w tak zaniedbanym lokum...Pierworodny jakoś sobie poradził...Wymiękł dopiero kiedy Siostrzeniec zwrócił się do swojej Matki:
     - Foka, podasz mi ciasto...
Ja też wymiękłam...
     Na placu boju pozostał Pan N., który trzymał fason...
Ale i na Niego przeszedł kres...
     Siostra Pana N. postawiła wino,  Szwagier przygotował kieliszki...Siostrzenica i Siostrzeniec obrócili swoje lampki, zanim umoczyliśmy usta...
To powaliło Pana N. ...
U naszych Dzieciaków stan szoku się pogłębiał...
     A potem zaczęliśmy rozmawiać...Spokojnie...Delikatnie...Tak jakbyśmy wszyscy byli "chorzy"...
Newralgicznych tematów unikaliśmy chyba podświadomie...
     Ale za to, dowiedzieliśmy się, że za wszystkimi Ich porażkami stoją "oni"...
Siostrę Pana N. zwolniono z pracy, nie dlatego, że nie inwestowała w siebie i pozostała na etapie "Odry", kiedy zaczęły "rządzić" PC-ty (była Elektronikiem i Informatykiem)..."Oni" zwolnili Ją za "religię"...
Szwagier nie stracił pracy, bo był kiepskim fachowcem, ale dlatego, że "Oni" sprywatyzowali firmę...To, że w prywatnych firmach też potrzebni są pracownicy, zbył milczeniem...Milczeniem zbył również moje pytanie, czy czegoś szuka...
     - Jeszcze dwa miesiące mam zasiłek...
Eureka !!
     To były czasy, kiedy my zaiwanialiśmy na trzech etatach każde...
Ale my interesowaliśmy Ich niewiele...
     Przyjechaliśmy wysłuchać, jak "oni" niszczyli Im życie..."Oni" nie dali Im porządnego mieszkania..."Oni" pozbawili Ich pracy..."Oni" zabrali zasiłki..."Oni" nie chcą dać Im rent (nie byli chorzy, mieli "papiery")..."Oni" przeprowadzili denominację i spowodowali, że Ich majątek "zniknął"...
     W drodze powrotnej Córka zapytała:
     - Kto to są Ci "Oni" ??
Ryknęliśmy takim śmiechem, że nawet się na nas obraziła...
     - "Oni" to my wszyscy...- ratował sytuację Pierworodny...
Wizyta zrobiła na Dzieciakach spore wrażenie...Na nas też...
     Wieczorem, mój Ślubny zapytał:
     - Gdzie jest moja Siostra ?? Przecież Ona była wykształconą, zaradną, pełną życia Kobietą !!
     - Gdzieś tam, w środku...- odpowiedziałam...
     Obudziła się nadzieja, że te milczące czternaście lat, to było to "złe", teraz miało być lepiej...

cdn ... 

18 komentarzy:

  1. Gdyby "oni" nie zmarnowali życia Siotrze Pana N., to będąc informatykiem w tamtych czasach, (i idąc dalej tą drogą), byłaby dziś milionerką..... Ze Śwagrem na karku....bo ten wydaje się całkiem niereformowalny. Z mentalnością wróbla.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mentalność wróbla"...Świetne !! ;o)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Łatwo nie było...;o)

      Usuń
    2. Takie doświadczenia,
      zmienia tryb myślenia...;o)

      Usuń
  3. Hmm wiesz - znam takich ludzi.Nie problem w religii ale właśnie - w mentalności .Bo przeciez od mitycznych onych się należy i już. Masę wykształconych ludzi - teraz po sześcdziesiące a wychowanych w poprzednim ustroju nie umiało się przystosować. Nie miało woli coś zrobić ze swoim życiem ,ze soba .Samym sobie pomóc.Ich sytuacji zawsze mityczni oni byli winni. Jak ja to znam. Właściwie bardzo mi żal siostry pana N..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie nie byli gotowi na samodzielność myślenia i działania...W jakiś przewrotny sposób bardzo potrzebowali "Onych"...

      Usuń
  4. Czy ja się już pytałam czy to jest część książki?

    Przy okazji serdecznie zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytałaś, a ja odpowiedziałam...;o)

      Usuń
    2. To znaczy kiedy się ukaże??? /bo ja mam sklerozę/

      Usuń
    3. Nie będzie książki !! Nie masz sklerozy !! Jesteś tylko młodzieńczo roztrzepana...;o)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Byli...Są...I będą...My to Oni...Oni to My...;o)

      Usuń
  6. No, ale... jaki był powód zadzwonienia i zaproszenia do spotkania? Chęć wyżalenia się?

    notaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie niby skąd to wiedzieć ?? Do dzisiaj się zastanawiamy dlaczego właśnie wtedy...;o)

      Usuń
  7. Smutna refleksja mi się nasunęła. Chyba łatwiej się pogodzić niektórym z tym, że ktoś zawinił, niż z tym, że się źle pokierowało swoim życiem... Wiem jedno, cokolwiek mi się zdarzy, będzie to pokłosie moich decyzji, żadna karma, żadni "oni"...

    OdpowiedzUsuń