Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

czwartek, 14 kwietnia 2016

Jajeczniczka jak u Babci...

     Pamiętacie moje zachwyty na olejem kokosowym ?? 
     Nic się nie zmieniło...Ten kiepsko wyglądający w słoiku tłuszcz, zawojował nasze serca (żołądki) na całego...
     Korzystam z niego również w celach kosmetycznych, ale że Matka Natura urody mi poskąpiła, więc i olej kokosowy cudu nie zrobi...;o)
Tym razem będzie jednak o innym tłuszczyku...
     Na "tapetę" się wepchał olej palmowy...
     Elaboratu nie będzie, bo hymny pochwalne wypisuję z reguły dla produktów pozytywnych, a olej palmowy podpadł mi "po całości"...
Wredny jest i już...
I pewnie wcale bym mu literek nie poświęcała, gdyby nie fakt, że ma on poniekąd pewien wpływ na nasze życie kuchenne...
Ale od początku...
     Olej palmowy jest we wszystkim...Totalnie we wszystkim...I pewnie wcale nie chciał być dla człowieka złośliwy, bo Matka Natura z reguły nie czyni nic na przekór człowiekowi, gdyby nie fakt, że sam człowiek robi sobie na przekór...
Wiadomo, że jak się w czymś umiar zachowuje, to nijak nie szkodzi, a wręcz przeciwnie...To pewnie i olej palmowy ma tak samo...
Ale człowiek wie lepiej...
     No to zaczęto go dodawać totalnie do wszystkiego...Od produktów dla dzieci zaczynając, na makaronach kończąc, a po drodze wtłoczono go również do wszelkiej maści tłuszczy zwierzęcych...
     Po co tłuszczom zwierzęcym olej palmowy ?? No cóż...Jest po prostu taniutki jak barszcz, więc produkcja czegokolwiek zaczyna przynosić lepsze zyski...
     Na każdej etykiecie, na której znajduje się zapis: tłuszcze roślinne, należy to przełożyć na język człowieczy i czytać: "olej palmowy"... Taki rebusik...
     I to co miało pewnie całkiem inne zastosowanie przez Matkę Naturę przewidywane, teraz wtłaczamy sobie w organizm bez opamiętania...
Że zalega nam w żyłach ??
Że zachodzi w reakcję z dobroczynnym wapniem ??
Że powoduje choroby wieńcowe, wzrost poziomu cholesterolu, czy awans do grupy ryzyka zawałowego ??
Pryszczyk !!
     Każdy z Producentów zachowuje restrykcyjne normy, więc sumienie ma czyste...
     A że my "żremy" bez opamiętania, to przecież nie jest wina Producenta...
     Weźmy taką kanapkę z żółtym serem...
W pieczywie norma tłuszczu zachowana...
W maśle norma tłuszczu zachowana...
W żółtym serze norma tłuszczu zachowana...
Nie wiem po kiego w maśle i żółtym serze ten olej palmowy, ale niech mu będzie...
Czyli mamy trzy razy normę...
     A jaka jest norma przyswojenia przez organizm człowieka ??
Nijaka...
     Ten olej się nie rozpuszcza, nie trawi, nie wydala...
On sobie lubi leżakować...
     Póki co najbardziej lubi leżakować w Amerykanach, bo to Oni zaczęli go stosować na taką skalę...
     Pomijam już fakt, że pod plantacje wycina się zbiorowo "płuca Ziemi" w Ameryce Południowej...
     Mnie po prostu zastanawia fakt jak daleko może się posunąć to szaleństwo...
     Wróćmy jednak do pozytywnych aspektów oleju palmowego...
     Ci co mają troszkę więcej latek pamiętają, że w czasie (tfu tfu) "Komuny", jak szczęście człowiekowi dopisało, to mógł w "spożywczaku" nabyć masło w białym papierku, lub w złotku...
     Nie cofam się z premedytacją do czasów naszych Babć, żebyście sobie nie poślinili klawiatury...
     Masło w papierku miało bardzo krótki termin przydatności do spożycia, po tygodniu było właściwie do wywalenia, jeśli się ktoś zapomniał i nie schował na czas w lodówce...
Pisało na nim "śmietankowe"...(Dziwne, bo przecież każdy wie, że inne być nie może)...
     To w sreberku było łatwiejsze do "okiełznania"...
Na tym już o śmietanie nie wspominano...
     Że teraz też to "śmietankowe" można kupić ??
Zapomnijcie !!
     Serwowane teraz masła mają w sobie wiele fajnych składników, ale śmietany to się tam spodziewać nie należy...
     Prawdziwe mleko, pozostawione nawet w lodówce przez kilka dni, kwaśnieje...
     Prawdziwa śmietana (zbierana z prawdziwego mleka), pozostawiona nawet w lodówce przez kilka dni, kwaśnieje...
     Prawdziwe masło (zrobione z prawdziwej śmietany), po tygodniu po prostu jest tłuszczem zepsutym...
     No to jakim cudem mamy mleko o terminie przydatności do użycia trzy tygodnie ?? Śmietanę, która może leżakować miesiąc ?? Masło, które jest zdatne do spożycia nawet trzy miesiące ??
     Żremy chemię !! Chemię i ten "cudowny" eliksir, zwany olejem palmowym...Ta "bestia" nie jełczeje...
     Kiedy przeprowadziliśmy "badania" dogłębne...Czyli wyczytaliśmy wszystkie "za" i "przeciw" olejowi palmowemu, poszliśmy na rekonesans do "markietu" i z zainteresowaniem godnym klasyki literatury, pochłonęliśmy setki "etykiet"...Z ukierunkowaniem na datę przydatności i skład produktu...
     Czupryny nam się z lekka "podźwigły", więc musieliśmy zaprzestać tej lektury, żeby nam kłaczki nie powypadały z rozpaczy...
     Od dwóch miesięcy robimy masło w domu...
Filozofia żadna...
     Śmietana kremówka 30%, mikser, szmatka do wyciskania i kwadrans roboty...
     Masło smakuje idealnie...Ma idealną konsystencję...Pachnie masłem...A po tygodniu jełczeje...
     W promocji dostajemy dwa kubeczki maślanki, którą wypijamy prosto spod miksera...
Po trzech dniach w lodówce maślanka kwaśnieje...
     Fakt...Śmietanę kupujemy w sklepie, więc jakąś "chemię" spożywamy...
Ale spróbujcie...Warto !!
     Każdy z naszych Znajomych, który zrobił takie masełko raz, nie wraca już do paczkowanych "mazideł"...
     A jajeczniczka na takim masełku !! Palce lizać !! Prawie jak u Babci...;o)   

20 komentarzy:

  1. Już się oblizałem.
    Dziękuję za podpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę! A ja mam małe dzieci... Na to, co im daję w domu, mogę mieć wpływ, ale to co zjedzą w szkole?
    Z ilu kubków robisz masło? Ja lubiłam kiedyś robić masło poprzez bulgotanie śmietaną w słoju. :)))
    Mam nadzieję, że maślankę spijacie po wyłączeniu miksera...:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na jedzenie w szkole Twoich Dzieciaków ja też wpływu nie mam...;o)
      Robię z 0,5 litra, wychodzi +/- 380g, czyli prawie dwie kostki...Tyle, że to masełko dużo szybciej znika...;o) Bulgotanie słoikiem rozważałam, ale jestem zbyt leniwa...;o)
      Mikser wyłączamy, a nawet przelewamy maślankę do szklaneczek...Takie z nas cywilizowane człowieki...;o)

      Usuń
    2. Im więcej czytam etykietek w sklepie, tym mniejsze robię zakupy i apetyt spada ;-)

      notaria

      Usuń
    3. Trudno gustować w wyrobach prawiejadalnych...;o)

      Usuń
    4. Muszę zrobić. A bulgotanie jest fajne. Można zastosować jako kurację odstresowującą.
      Kiedyś jakoś mniej zwracałam na to uwagę. Ale odkąd mam dzieci, no i kiedy mój tata chorował, to czytam etykietki dokładnie. Czasem ciężko coś wybrać. A te niby dla dzieci to też niezłe świństwo.
      I jeszcze jedną zmorą jest syrop glukozowo-fruktozowy.

      Usuń
    5. A "śladowa zawartość soi" ?? Tak jakby ta soja w powietrzu się unosiła...;o) Etap "domowego" dla Dzieci mam już za sobą...Teraz opętał nas Księciunio...;o)Bo dżemiki u Babci muszą być najlepsze...;o)

      Usuń
    6. Czasami faktycznie, te alergeny są w składzie pyłu unoszącego się w tych zakładach.:)
      Ugulgotałam sobie dziś masełko. Wolę jednak w słoju, bo fajnie widać cały proces wytrącania się masła. Problem polega na tym, że nie mam... drutu kolczastego i ten delikates chyba błyskawicznie zniknie.:)))

      Usuń
    7. Ja mam przezroczysty kubek do miksera, to podglądam masłowanie...;o) Drut kolczasty to mało !! Tylko kłódka !! ;o)

      Usuń
  3. I ja już próbowałam kilka razy robić masło...;o) Wychodzi "pyszotka"....;o) Popieram przechodzenie na własne wyroby, zdecydowanie można dłużej wtedy żyć!!!..;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli z konieczności wracamy do korzeni...;o)

      Usuń
  4. Ja jeszcze pamiętam masło w wielkiej kostce, które sprzedawano na wagę.
    Było przeokropnie słone. Może to to z przedłużoną datą ważności? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słone to inna brocha...;o) Nie było kasy na utrwalacze, to solili na potęgę...;o) Słoninę w soli też pamiętasz ??

      Usuń
  5. No, no, prawdziwa Gospocha jesteś! (oczywizda, że pozytywnie) :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Na kokosowym nauczyłam się smażyć i on ponoć faktycznie jest najzdrowszy. Ale przecież palmowy i kokosowy z jednej palmy są produkowane! To czemu jeden jest gut, a drugi be?
    Już kiszę kapustę sama, piekę mięso i chleb, to jeszcze masło mam produkować? Ludzie, skąd na to brać czas?
    A na jełczenie najlepsze jest klarowanie. Tak przecież robiły nasze babki, żeby nawet bez lodówek je dłużej przechowywać. No to kupuję klarowane, bo na nim piszą "zawartość tłuszczu mlecznego 99,8%" To chyba można...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olej palmowy nie jest robiony z kokosa...:o) Wstaw mikser do łazienki...;o) Nie klaruję...Pożeramy zanim zjełczeje...;o) Skoro nie ma tych durnowatych "uzdatniaczy" to pewnie, że można...;o)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Spróbuj, bo warto...;o)Mikser na "3-kę" i po 15 minutach smarujesz kanapki...;o)

      Usuń