Zauważyliście jak pouczający był miniony tydzień ??
Mnie ilość pouczających newsów wręcz powaliła...
Nie to, żeby dosłownie, ale od nadmiaru tej edukacji ciągle mi się w głowie kręci...
Mówicie, że ciśnienie niskie ??
Hmmm...
No fakt...
Pogoda też nam się jakoś tak "skiepściła"...
W czym dopatrzyłam się owej ponadprzeciętnej edukacji ??
No jakże ?? U naszych Jaśnie Nam Panujących, rzecz jasna...
Zaczęło się od tak zwanego resortu "bezprawia"...
Znaczy się od Ministra Gowina...
Starał się Człowiek, w pierwszym szeregu stał jak na filar partyjny przystało i bachhh...
Wziął się i wywalił...
To znaczy wypowiedział się do Mediów...
To akurat nie było niczym nadzwyczajnym, bo Pan Minister z reguły sporo Mediom miał do powiedzenia, ale tym razem podobno "przesadził"...
Jaki z tego wniosek mili Czytacze ??
Jak się jest Filarem nie należy przesadzać !!
Od przesadzania są Ogrodnicy !! Najlepiej zimni...A jak zimni, to najlepiej dranie...
W każdym razie "biegusiem" Jaśnie Nam Panujący Pan Premier (ależ się tego capsa nawciskałam) nowy "Filar" sprawiedliwości postawił...
A niech Mu...
Ja tam ślepa nie jestem, to się na Temidę nie nadaję...
Żeby się nam nie nudziło ciągle o tej sprawiedliwości słuchać, to zaraz kolejna nauka na nas z Rządu spłynęła...
Nasz Rząd jest nieszczęśliwy !!
Hmmm...
Nie to, żeby w całości...Nieszczęśliwy jest Minister Nowak...
Bidulek...
Teraz się wszyscy rzucili na Niego i psy na nim wieszają...
A współczucie gdzie ??
Gdzie chrześcijańska wyrozumiałość ??
Gdzie zwykła ludzka tolerancja ??
Już Starzy Górale mówili, że szczęśliwi czasu nie liczą...
Ja osobiście nie liczę...
Od czterech lat zegarka nie noszę...
A tu wszyscy, zamiast współczuć Ministrowi Nowakowi, to się Go Biedaka czepiają...
Ponoć ma zegarki, nawet kilka i na dodatek ich używa...
Tak się Pan Minister swoją krzywdą przejął, że teraz będzie swoich praw dochodził w Sądzie...
Ufff...
Dobrze, że Pan Premier zdążył powołać ten nowy "Filar"...
Na samą myśl mi się serducho raduje, że jak już Pan Minister to odszkodowanie ogromniaste dostanie, to nieszczęśliwym być przestanie, i tych wrednych zegarków się pozbędzie...
Jakby szukał ochotników do adopcji...Szczególnie tego modelu za czterdzieści kawałków, to ja chętnie...
Nie to, żebym go nosiła, bo to nie bardzo w moim stylu, a poza tym niebezpieczne, ale sprzedam zaraz, i Dzieciakom do mieszkania dołożę...Się Im hipoteka przynajmniej o dwadzieścia lat skróci...
Że ten akurat czasomierz jest pożyczony ??
Oj tam...Widać ten co go pożyczał jest szczęśliwy, więc żałował nie będzie...
Bardzo pouczająca ta historia Ministra Nowaka...Bardzo...
Nasza mądrość narodowa otrzymała nowe znaczenie:
Szczęśliwi czasu nie liczą, a nieszczęśliwi liczą pieniądze...
Chociaż podobno "pieniądze szczęścia nie dają"...
Orzesz...(ko)...
Mówiłam, że mi się od tej edukacji już w głowie miesza...
A potem wypłynęła historyjka Ministry Muchy i straconych sześciu milionów...
Wisienka na edukacyjnym torcie...
Już dawno mówiłam, żeby się Pani Ministra na blond przefarbowała, to będzie łatwiej Ją zrozumieć...
Doktor Ekonomii, który nie ma pojęcia jak wygląda rozliczanie subwencji z budżetu Państwa...
Klękajcie Narody...
Przy okazji wyszło na jak, że w naszym Ministerstwie Skarbu mamy "przygłuchawych" Urzędników, bo ponoć Ministra Im mówiła, tylko Oni nic o tym nie wiedzieli...
Jakby takiej operacji dokonał jakikolwiek, przeciętny Żywotnik w naszej Ojczyźnie, to by już miał kontrolę wszystkich Urzędów jednocześnie, a On sam siedział by na państwowym wikcie w takim "hoteliku" z kratkami zamiast firanek...
Ale w końcu sześć milionów, to nie sześćset (jak powiedział pewien Poseł), więc nie ma o co kopii kruszyć...
Zmarnuje Ministra sześćset milionów, to się dopiero będzie można do błędu przyznać...
Albo niekoniecznie...
Przecież takie sześćset milionów złotych można wówczas na Euro przeliczyć i się okaże, że to "pikuś"...Globalnie rzecz biorąc...
A zresztą...
Pani Ministra uśmiech "strzeli", rzęskami zamruga, "winnego" na tacce podsunie i będzie mogła sobie "ministrzyć" dalej...
I znowu nauka na Naród spływa w ruchu ciągłym...
Jeśli chcesz być "wielkim" Człowiekiem, obracaj wielkimi sumami...
Ło Matko i Córko...
Sama wiedza...
Żal mi tylko Promotora, który się pod uprawnieniami ekonomicznymi Pani Ministry podpisał, bo jeśli to Człek wrażliwy, to Go wyrzuty sumienia zagnębią z kretesem...
Przynajmniej dobrze, że Pan Premier Jej Ministrem Skarbu nie zrobił...W takim tempie to by nawet dziura budżetowa na zatracenie poszła...
A może to jest jakieś rozwiązanie ??
Dwa światy...
Bardzo Ważni Goście
niedziela, 12 maja 2013
sobota, 11 maja 2013
Jak mnie Wujaszek Google zrobił Wybranką...
Plan strategiczny na sobotę mam ogromnie "przeładowany"...Bo i "chałupka" czeka z utęsknieniem na rękę gospodyni, i zapasy "zamrażarkowe" jakoś tak ostatnio były i się zbyły, i papierów do obrobienia stosik pokaźny...
Echhh...
Żeby tak w tygodniu były za dwie soboty, to może bym się obrobiła...
No tak...Zapomniałam wtrącić o pełnym koszyku "z prasowaniem"...
Ale, że na odchodnym, na popołudniową zmianę, Pan N. rzucił:
- Odpocznij trochę...
To nijak mężowskiego przykazania nie spełnić...
Siadam i odpoczywam...
Tylko, że ja tak całkiem bezczynnie to odpoczywać nie bardzo umiem...
No to siadłam kilka słów na bloga wrzucić...(Ale mi skromnie te "kilka słów" się napisało)...;o)
Muszę się z Wami podzielić ostatnim moim odkryciem...
Odkryciem wręcz, "wiekopojmnym"...
Odkąd Światem naszym rządzi niepodzielnie Wujaszek Google, nabraliśmy pewnych nowych przyzwyczajeń...Czegokolwiek by człowiek nie szukał, to Wujaszek, w swych przepastnych, netowych czeluściach to ma...
Przepis na ciasto ?? - Bardzo proszę...
Odległość z Pcimia Dolnego do Wólki Wołowej ?? - Bardzo proszę...
Kto się w kim kochał i jak się to skończyło ?? - Pyk "enterkiem" i gotowe...
To i kiedy sprawa dotyczy nas personalnie, to Wujaszek Google z życzliwością służy nam pomocą...
Jak wiecie postanowiłam przeprowadzić renowację cielesną Gordyjki...
Zamierzenie ambitne, bo w pewnym wieku to się człek bardziej do "rozbiórki" nadaje, niż do renowacji, ale w końcu kto doceni wartość "zabytku" jak nie sam "zabytek"...??
No to postanowiłam...
Żeby renowacja przebiegała prawidłowo, to jak każdy zapewne wie, należy "zabytek" sklasyfikować...
Gdzie "podmurować", gdzie "dowapnić", a w których miejscach bez generalnego remontu się nie obejdzie...
Potocznie zwie się to diagnostyką...
No to na pohybel...
Diagnostyka gotowa...
I wówczas właśnie Gordyjka dokonała przy pomocy Wujaszka Googla swojego "wiekopojmnego" odkrycia...
Jak przystało na przedstawicielkę swojej Nacji, zaraz po otrzymaniu rzeczonej diagnostyki, siadła Gordyjka przy kompie i rozpoczęła poszukiwania różnych mądrości "ludowych" z ową diagnostyką związanych...
Czym więcej wpisywała, tym bardziej się gordyjski łebek zadziwiał, a czym bardziej się zadziwiał, tym bardziej Gordyjka w swe niezwykłe szczęście uwierzyć nie mogła...
Wiem, co prawda, od dziesiątków lat, że jestem "tworem" dziwacznym...Ale żeby aż tak ??
Po wpisaniu rozpoznania "głównego" okazało się mianowicie, że cierpi na nią 3% Populacji, ale kiedy doprecyzowałam wyniki, to byłam już "co drugim" Szczęśliwcem z tych 3%...To się nazywa "mieć farta"...
Odziedziczone "po Rodzicach" przypadłości, które skrzętnie zachowałam wszyściutkie, dla Potomnych, to pikuś...
Teraz dołożyłam do tego jeszcze osiągnięcia indywidualne...
Jestem Wybrańcem !!
Hmmm...
Chyba raczej Wybranką...:o)
Teraz czekam na analizę "włosia"...
Jak się diagnozować to "po całości"...
Gorzej jak dostanę bumagę, że przesłany materiał nie zawierał niezbędnych do życia minerałów i okażę się Umrzykiem...??
Co prawda Umrzyki blogów nie piszą, ale z moim szczęściem mogę się okazać tym jedynym przypadkiem...
W każdym razie, jakby co to poręczycie słowem, że jako żywo, żywa jestem...
Grafomania mi życie uratuje...
Echhh...
Żeby tak w tygodniu były za dwie soboty, to może bym się obrobiła...
No tak...Zapomniałam wtrącić o pełnym koszyku "z prasowaniem"...
Ale, że na odchodnym, na popołudniową zmianę, Pan N. rzucił:
- Odpocznij trochę...
To nijak mężowskiego przykazania nie spełnić...
Siadam i odpoczywam...
Tylko, że ja tak całkiem bezczynnie to odpoczywać nie bardzo umiem...
No to siadłam kilka słów na bloga wrzucić...(Ale mi skromnie te "kilka słów" się napisało)...;o)
Muszę się z Wami podzielić ostatnim moim odkryciem...
Odkryciem wręcz, "wiekopojmnym"...
Odkąd Światem naszym rządzi niepodzielnie Wujaszek Google, nabraliśmy pewnych nowych przyzwyczajeń...Czegokolwiek by człowiek nie szukał, to Wujaszek, w swych przepastnych, netowych czeluściach to ma...
Przepis na ciasto ?? - Bardzo proszę...
Odległość z Pcimia Dolnego do Wólki Wołowej ?? - Bardzo proszę...
Kto się w kim kochał i jak się to skończyło ?? - Pyk "enterkiem" i gotowe...
To i kiedy sprawa dotyczy nas personalnie, to Wujaszek Google z życzliwością służy nam pomocą...
Jak wiecie postanowiłam przeprowadzić renowację cielesną Gordyjki...
Zamierzenie ambitne, bo w pewnym wieku to się człek bardziej do "rozbiórki" nadaje, niż do renowacji, ale w końcu kto doceni wartość "zabytku" jak nie sam "zabytek"...??
No to postanowiłam...
Żeby renowacja przebiegała prawidłowo, to jak każdy zapewne wie, należy "zabytek" sklasyfikować...
Gdzie "podmurować", gdzie "dowapnić", a w których miejscach bez generalnego remontu się nie obejdzie...
Potocznie zwie się to diagnostyką...
No to na pohybel...
Diagnostyka gotowa...
I wówczas właśnie Gordyjka dokonała przy pomocy Wujaszka Googla swojego "wiekopojmnego" odkrycia...
Jak przystało na przedstawicielkę swojej Nacji, zaraz po otrzymaniu rzeczonej diagnostyki, siadła Gordyjka przy kompie i rozpoczęła poszukiwania różnych mądrości "ludowych" z ową diagnostyką związanych...
Czym więcej wpisywała, tym bardziej się gordyjski łebek zadziwiał, a czym bardziej się zadziwiał, tym bardziej Gordyjka w swe niezwykłe szczęście uwierzyć nie mogła...
Wiem, co prawda, od dziesiątków lat, że jestem "tworem" dziwacznym...Ale żeby aż tak ??
Po wpisaniu rozpoznania "głównego" okazało się mianowicie, że cierpi na nią 3% Populacji, ale kiedy doprecyzowałam wyniki, to byłam już "co drugim" Szczęśliwcem z tych 3%...To się nazywa "mieć farta"...
Odziedziczone "po Rodzicach" przypadłości, które skrzętnie zachowałam wszyściutkie, dla Potomnych, to pikuś...
Teraz dołożyłam do tego jeszcze osiągnięcia indywidualne...
Jestem Wybrańcem !!
Hmmm...
Chyba raczej Wybranką...:o)
Teraz czekam na analizę "włosia"...
Jak się diagnozować to "po całości"...
Gorzej jak dostanę bumagę, że przesłany materiał nie zawierał niezbędnych do życia minerałów i okażę się Umrzykiem...??
Co prawda Umrzyki blogów nie piszą, ale z moim szczęściem mogę się okazać tym jedynym przypadkiem...
W każdym razie, jakby co to poręczycie słowem, że jako żywo, żywa jestem...
Grafomania mi życie uratuje...
piątek, 10 maja 2013
Pobożne życzenia...
Jakoś ostatnio mało marudziłam na Jaśnie Nam Panujących, więc sobie chyba za punkt honoru (a może humoru) wzięli, mnie do tego sprowokować...
Chcecie...Macie...
Mnie do stanu wrzenia potrzeba niewiele...
Podobno Jaśnie Nam Panujący zamierzają "ozusować" wszystkie, nawet najmniejsze umowy, że tak powiem zlecenia, czyli popularnie znane "śmieciówki"...
Ja za "orzynaniem" Pracowników nie jestem, ale jak Świat Światem, a Rzeczpospolita Rzeczpospolitą, wiadomo, że takie zabiegi odniosą skutek odwrotny do zamierzonego...
Dlaczego...??
Dlatego, że nasi Ekonomiści, szczególnie Ci "podpowiadający" Rządowi, wprowadzają ekonomię na "okrętkę"...
Ową "okrętkę" postaram się Wam przybliżyć przykładem...
Kilka lat temu w Zaścianku bezrobocie wśród Kobiet wynosiło coś koło 50%...
Osiedla budowane były pod patronatami Zakładów Produkcyjnych, w których zatrudnienie mieli głównie Panowie, a że Panowie lubią żyć stadnie, więc się do Zaścianka poprzeprowadzali z Połowicami...Że o Potomkach nie wspomnę...
Póki Potomkowie mieli po lat kilka i opieka mamina była Im niezbędną, problem właściwie nie istniał...Dzieciaki poszły do szkół i zaczął się horror...
Nagle na rynku pracy pojawiło się kilka tysięcy bezrobotnych Kobiet...
Potencjał nieokiełznany...
Zaścianek zaczął brylować w statystykach...
Wtedy właśnie wpadłam na pomysł zatrudnienia owych Kobiet...
Nooo...Nie wszystkich...
Ale prawie dwadzieścia Dusz znalazło cel, żeby rano wstawać z łóżka...
Widzieliście kiedyś uśmiech Kobiety liczącej swoją "pierwszą" wypłatę ??
Mona Lisa niech się schowa !!
Dziewczyny powoli odzyskiwały wiarę we własne możliwości, a ja z przyjemnością patrzyłam jak rozkwitają...
Nie kombinowałam, nie robiłam "przekrętów"...
Taki ze mnie dziwak jest...
I wówczas właśnie Nasi Jaśnie Panujący postanowili nas zreformować...
Hmmm...Raczej zreformować przepisy, których należało by się trzymać...
Z każdym miesiącem było coraz trudniej...
Walczyłyśmy wspólnie ponad rok...
I poległyśmy, jak wiele Firm w owym czasie...
Dziewczyny wylądowały w "Pośredniaku" na "państwowym wikcie", ja przestałam pracować po dwadzieścia godzin na dobę, a Jaśnie Nam Panujący po dwóch latach doszli do przekonania, że wprowadzenie wówczas tych przepisów było błędem...
No cóż...
Operacja się udała, tylko pacjent zmarł...
Od tego czasu takich "przepisowych przeróbek" było multum...
I za każdym razem owe eksperymenty kończą się podobnie...
Klęską...
Dlaczego nikt nie postrzega perspektywicznie rozwoju sytuacji ??
Bo Jaśnie Nam Panujący nie są zainteresowani zdaniem najbardziej zainteresowanych...
Nikt nie zapyta: Dlaczego ??
Słupek to słupek, a matematyka jest prosta w działaniu...
Z tym, że ekonomia to nie zawsze matematyka...
Czy wzrosną wpływy na ZUS i podatki dochodowe po wprowadzeniu nowych przepisów ??
Nie ma mowy...
Wzrośnie bezrobocie...
Spadną dochody Społeczeństwa...
Firmy znikną z rynku...
Takie jest życie...
Pobożne życzenia nie mają nic wspólnego w ekonomią...
Czy ktoś w końcu w tym Kraju zrozumie, że napychanie dziury budżetowej i ratowanie upadłego ZUS-u nie jest rozwiązaniem...??
Wątpię...
A może by tak, Ekonomiści w końcu zauważyli, że na rozwój Kraju największy wpływ mają środki, którymi dysponuje Społeczeństwo ??Hmmm...
I mnie się przytrafiają "pobożne życzenia"...
środa, 8 maja 2013
O Dagusi Tygrysicy i lodowym przysmaku...czyli dzieło Nielota ;o)
Jednym z objawów wiosennego przesilenia jest...Wylęg...
Tak, tak...
Nie jakieś tam zmęczenie wiosenne, ani inne przesilenia, ale właśnie wylęg Nielotów...
Osobiście już od początku marca spoglądam tęsknie w stronę sąsiadującego ze sklepikiem Przedszkola...
Wyjdą, czy nie wyjdą ??
Oto jest pytanie...
W tym roku, jak wszystkie wiosenne symptomy Nieloty z wylęgiem się spóźniły...
No cóż...Nieloty potrzebują słoneczka prawie tak samo jak Gordyjki...
Siedzę sobie teraz, drzwi otwarte, ptaszęta świergolą, a Nieloty harcują na placu zabaw...
Wiosna pełną gębusią...
Dagusia ze swoimi Nielotami też wylęgła...
Ale, że Nieloty ździebełko starsze, to wylęgła ambitnie...Do teatru...
Już sobie wyobrażam tą zawieruchę...
Banda Nielotów i Dagusia...
Teatr jeszcze stoi...
Przynajmniej w necie nie ma informacji, żeby popadł w ruinę z przyczyn nieznanych, więc zakładam, że stoi...
Dagusia też to jakoś przeżyła, bo sprawozdanie otrzymałam na "gadułę"...
Co prawda, mam pewne podejrzenia co do stanu Dagusiowego umysłu, bo sprawozdanie mi przysłała o 5:00 (!!), ale się przecież czepiać nie będę...
Po nakarmieniu duszy swoich Nielotów, Dagusia, jako Niewiasta rozsądna postanowiła wkupić się nieco w łaski swoich Podopiecznych i zaprosiła swoją Klasę na lody...
Nie to, żebym zaraz jakąś korupcję w tym wyczuwała, ale jak nic był to chyba dowód wdzięczności, że tego Teatru nie zdemolowali...
Nieloty zajęły się zlizywaniem i mlaskaniem, a Dagusia łapała oddech...
I nagle zmroziła Ją myśl okrutna...
Jeden z odprowadzających Ich Tatusiów, prosił gorąco, żeby Jego Syn lodowego przysmaku nie konsumował...
Przyczyna była zdrowotna, a konsekwencje owej konsumpcji katastrofalne...
Dagusine kolana ugięły się w rozpaczy...
Spojrzała na owego Ucznia, zaklinając w myślach rzeczywistość...
Liże !!
Energicznie...Zachłannie...Z lubością...
Można by nawet uznać, że wiedzie prym w owym lizaniu...
Spora część śmietankowego przysmaku zniknęła już w Jego paszczęce...
Dagusia poczuła zaciskające się na Jej gardle dłonie Tatusia...Poczuła pęd z jakim jutro wpadnie do klasy z wyrzutami...Wręcz usłyszała ten słowotok okrutny, który podważał będzie Jej pedagogiczne umiejętności...
Niczym tygrysica ruszyła w stronę Chłopaka...
Pewnie, gdyby się Chłopczyna ataku spodziewała to i opór byłby większy, a tak...
Stateczna zawsze Dagusia loda jednym ruchem z małej rączki wyrwała i niczym cykutę z obrzydzeniem do kosza wrzuciła...
Nim Dzieciak się zorientował, już dzierżył w dłoni batonika...
Batonik Chłopakowi nie zagrażał...Ufff...
Nazajutrz Dzieci miały w czasie lekcji narysować obrazek "z wycieczki"...
I tak oto prezentuje się dzieło owego antylodowego Chłopczyka...
wtorek, 7 maja 2013
Z Kobietami nawet Batman nie wygra...
Ostatnio nasz sklepik nawiedzili Klienci, a właściwie Klientki, których zachowanie bardzo zapadło mi w pamięć...
Babcia lat około 55...Mama lat około 30...I Brzdąc lat może czterech...
Z reguły ogromnie lubię takie nawiedziny, bo wprowadzają mnie w wyśmienity humor...
Szczególnie zachowanie Kilkulatków bywa rozkoszne...
Tym razem jednak było odrobinę inaczej...
Brząc na widok otwartych drzwi sklepu dostał przyspieszenia, niczym Robert Kubica w Formule 1...Babcia "skwasiła" minę, jakby dopiero co spałaszowała cytrynę...A Mamuśka wyglądała na poirytowaną...
Nim Maluch przekroczył próg Mamuśka wysyczała przez zaciśnięte usta...
- Jak nie będzie naklejek wychodzimy bez marudzenia...
Nie trudno było się domyśleć, że ową uwagę kierowała nie do "skwaszonej" Babci, a do swego Potomka...
Potomek potakująco pokiwał głową i rzucił się biegiem do wystawki z naklejkami...
Jak na mój nos, dokładnie wiedział, że opuszczenie sklepu bez upragnionej naklejki mu nie grozi...
Mama z Babcią zajęły miejsca w drugiej linii...
Maluch z szeroko otwartymi oczkami przyglądał się kolorowym kartonikom i uśmiechał się sam do siebie...
Po kilku minutach kategorycznie zdecydował...
- Mamusia, tą...
I się zaczęło...
Babcia niczym lwica rzuciła się do wystawki i zaczęła pokazywać Wnukowi każdą jedną z naklejek zachwalając swój wybór...
Mamuśka też miała swoje typy...
Tyle, że żadnej z nich nie podobał się kartonik wybrany przez Dziecko...
Po kilku minutach przekonywania uśmiech zniknął z twarzy Dzieciaczka, a Kobiety były coraz bardziej rozdrażnione...
Już nawet nie przekonywały Brzdąca...
Przekonywały siebie nawzajem...
Dziecko stało z boku...
- No to, którą w końcu chcesz ?? - zapytała Matka zdenerwowanym głosem...
- Tą Mamuś... - i Dzieciak wskazał wybraną przez siebie wcześniej naklejkę...
I wówczas nastąpił słowotok, którego ani Dziecko, ani ja nie powinniśmy słyszeć...
- Za grosz gustu nie masz !! Uparłeś się jak osioł !! Takie brzydactwo wybrać !! Ani myślę pieniędzy wyrzucać na coś takiego !! Jak się w końcu zdecydujesz to porozmawiamy !! - wyrzucała z siebie Mamuśka...
- Mądrusiany po Tatusiu... - dołożyła w międzyczasie Babcia...
Dzieciaczek po pierwszych słowach ryknął płaczem...Mnie było cholernie głupio...
Mamuśka wywlekła (dosłownie) Dzieciaka za sklepu, Babcia fuknęła do mnie coś na kształt pożegnania, a dziecięcy płacz dobiegał do mnie jeszcze przez kilka minut...
Popatrzyłam na naklejkę z "Batmanem"...
On też jakoś tak posmutniał...
niedziela, 5 maja 2013
Prawdziwy dowód miłości...
Od wtorku Zaścianek rozbrzmiewa co kilkadziesiąt minut sygnałami dźwiękowymi...
Straż Pożarna...Pogotowie...Policja...
Aż ciarki biegają po kręgosłupie...
Podświadomie czekamy, czy karetka będzie za kilka minut wracać, czy zapanuje magiczna cisza...
Cisza nie dająca nadziei...
Podobno można się do tego przyzwyczaić...
Zaścianek leży przy drodze krajowej...
Kiedy zbliża się długi weekend suną nią w ciągu Turyści..
A potem rozlegają się nieprzerwanie te sygnały...
Nie pomagają kontrole drogowe...Nie pomagają fotoradary zainstalowane przy wjeździe do Miasta...Nie pomaga instalacja świetlna zainstalowana na każdym skrzyżowaniu...
Ruszamy na długi, upragniony weekend, a rozsądek pozostaje w domu...
Po co komu rozsądek na wycieczce...??
W poniedziałkowym wydaniu lokalnej prasy ukaże się komunikat z podsumowaniem majowych "wypadów"...
Chociaż powinnam raczej napisać "wypadków"...
Dziesiątki zabitych...Setki rannych...Tysiące pijanych...
Norma...
Ale ten weekend wcale nie był taki normalny...
Na jednym z portali ukazał się reportaż o pewnej Kobiecie, która zadzwoniła na Policję i poprosiła o pomoc Policję, bo wiózł Ją pijany mąż...
I zawrzało...
Policjant odbierający zgłoszenie nie mógł uwierzyć w prawdziwość zgłoszenia...
Wysłany Patrol zbadał kierowcę i pomiar alkomatu nie pozostawił złudzeń, coś koło 2 promili...
Internauci jednoznacznie podsumowali sytuację...
Będzie rozwód...
Czytałam komentarze z coraz większym zdziwieniem...
Rozwód ?? Nielojalność ?? Zdrada ??
Kobieta swoją decyzją prawdopodobnie uratowała życie sobie i mężowi...
Proponowała podmiankę za kierownicą jak tylko się zorientowała, że mąż całkiem trzeźwy nie jest...
Ale przy dwóch promilach to mogła sobie pogadać jak ten "dziad do obrazu"...
W jego mózgu szare komórki leżały pokotem...
Zdrada ??
Raczej dowód ogromnej miłości...
Nielojalność ??
Raczej niebotyczna odwaga...
Zginęło dotychczas ponad sześćdziesiąt Osób...
Zatrzymano ponad trzy i pół tysiąca pijanych Kierowców...
Ona nie chciała być częścią tej statystyki...
Tak...To prawda...Jeśli chodzi o pijanych kierujących jestem bezkompromisowa...
Ale czy śmierć zna kompromisy ??
Podziwiam Cię Kobieto !!
Za odwagę, za zimną krew i za rozsądek...
Jeśli Twój mąż myśli inaczej, to nie wart jest jednego Twojego spojrzenia...
Straż Pożarna...Pogotowie...Policja...
Aż ciarki biegają po kręgosłupie...
Podświadomie czekamy, czy karetka będzie za kilka minut wracać, czy zapanuje magiczna cisza...
Cisza nie dająca nadziei...
Podobno można się do tego przyzwyczaić...
Zaścianek leży przy drodze krajowej...
Kiedy zbliża się długi weekend suną nią w ciągu Turyści..
A potem rozlegają się nieprzerwanie te sygnały...
Nie pomagają kontrole drogowe...Nie pomagają fotoradary zainstalowane przy wjeździe do Miasta...Nie pomaga instalacja świetlna zainstalowana na każdym skrzyżowaniu...
Ruszamy na długi, upragniony weekend, a rozsądek pozostaje w domu...
Po co komu rozsądek na wycieczce...??
W poniedziałkowym wydaniu lokalnej prasy ukaże się komunikat z podsumowaniem majowych "wypadów"...
Chociaż powinnam raczej napisać "wypadków"...
Dziesiątki zabitych...Setki rannych...Tysiące pijanych...
Norma...
Ale ten weekend wcale nie był taki normalny...
Na jednym z portali ukazał się reportaż o pewnej Kobiecie, która zadzwoniła na Policję i poprosiła o pomoc Policję, bo wiózł Ją pijany mąż...
I zawrzało...
Policjant odbierający zgłoszenie nie mógł uwierzyć w prawdziwość zgłoszenia...
Wysłany Patrol zbadał kierowcę i pomiar alkomatu nie pozostawił złudzeń, coś koło 2 promili...
Internauci jednoznacznie podsumowali sytuację...
Będzie rozwód...
Czytałam komentarze z coraz większym zdziwieniem...
Rozwód ?? Nielojalność ?? Zdrada ??
Kobieta swoją decyzją prawdopodobnie uratowała życie sobie i mężowi...
Proponowała podmiankę za kierownicą jak tylko się zorientowała, że mąż całkiem trzeźwy nie jest...
Ale przy dwóch promilach to mogła sobie pogadać jak ten "dziad do obrazu"...
W jego mózgu szare komórki leżały pokotem...
Zdrada ??
Raczej dowód ogromnej miłości...
Nielojalność ??
Raczej niebotyczna odwaga...
Zginęło dotychczas ponad sześćdziesiąt Osób...
Zatrzymano ponad trzy i pół tysiąca pijanych Kierowców...
Ona nie chciała być częścią tej statystyki...
Tak...To prawda...Jeśli chodzi o pijanych kierujących jestem bezkompromisowa...
Ale czy śmierć zna kompromisy ??
Podziwiam Cię Kobieto !!
Za odwagę, za zimną krew i za rozsądek...
Jeśli Twój mąż myśli inaczej, to nie wart jest jednego Twojego spojrzenia...
środa, 1 maja 2013
Zwycięska porażka BVB, czyli jak wydałam 6,15 zeta...
Ależ to było widowisko !! Jeszcze dzisiaj mnie trzyma eksplozja emocji...
Przez caluśki tydzień szykowaliśmy się z Panem N. na oglądanie wczorajszego meczyku i przyznać się musimy, że nawet nam najmniejsza myśl nie powstała, że owego meczyku TV nie nadaje...
To znaczy, nadaje, ale TV której w zasobach naszych nie posiadamy...
Lipa...
- Pozostaje nam relacja przez neta... - oświadczył Ślubny... - Sms kosztuje sześć złotych piętnaście groszy...
- No to spróbujemy... - pokiwałam głową z aprobatą, bo moja wyobraźnia nie ogarniała faktu, że rewanżu BVB nie zobaczymy...
Pan N. poustawiał co trzeba, sms-ek wysłany i czekamy...
No cóż...
Transmisja może nie była rewelacyjna, ale jak na tak obciążoną sieć całkiem przyzwoita, a meczyk...
Klękajcie Narody !!
Dawno nie przeżyłam tak emocjonujących 95 minut !!
To, że BVB miała spory zapas wygrywając 4:1 poprzednie starcie wiedzieli chyba wszyscy, choćby za sprawą niesamowitego występu Roberta, ale że Real nie odpuści na swoim terenie było pewne...
Przyznam, że chyba nie widziałam takiego spotkania...
Komentatorzy, mimo że było dwóch wygadanych Panów, polegli z kretesem...Ledwie nadążali z przedstawieniem Składów...
Opisywanie akcji na bieżąco przerastało możliwości wszystkich...
Nawet powtórki zostały ograniczone, bo nakładały się na kolejne akcje...
Real...BVB...BVB...Real...Real...BVB...Real...
Totalne piekło...
Gdyby nie zapas z poprzedniego meczu niemieccy Kibice lekko by nie mieli przeżyć to wszystko...
Chociaż ostatnich dziesięciu minut tego spotkania to ja Im nie zazdroszczę...
1:0...2:0...
I Real w ciągłym natarciu...
Pewnie, gdyby Hiszpanie strzelili swoją pierwszą bramkę pięć minut wcześniej...
Jak nic byłby cud w Madrycie...
Brakło Im czasu...
I dobrze...
Nie mam nic przeciw Hiszpanom, ale Żelowego Ronaldo nie znoszę...
Brrr...
Nie odmawiam Mu wcale umiejętności piłkarskich...
Ja Go nie znoszę tak ogólnie...
Za "bufonadę"...
Kibicowałam Niemcom...
Ło Matko i Córko...
Ale się porobiło...
Kibicowałam Niemcom !!
To znaczy, może nie tak do końca...
Głównie kibicowałam naszym Chłopakom...
A po poprzeczce Roberta to mało zawału nie dostałam...
Milimetrów brakło...
Pewien nasz sławny Trener powiedział, że Trójka z Dortmundu to nasz sukces szkoleniowy...
Ależ bzdury...
Gdyby Trójka z Dortmundu grała w naszej Lidze to wczorajszy wieczór przedrzemała bym w najlepsze...
A jeszcze mnie emocje telepią...
No i dołożyłam 6,15 zeta...
Najlepiej wydana kasa w tym tygodniu...
Czy BVB ma szanse na mistrzostwo ??
Szczerze mówiąc wątpię...Ale dzisiaj wieczorem okaże się jak duże te szanse są...
Drugi Półfinał...
Ale dzisiaj już tak bardzo mnie nie będzie "telepać"...
Na pohybel...
Do 25 maja mi przejdzie...
P.S. Bardzo przepraszam Pana Sędziego Webba, że tak strasznie wczoraj na Niego nakrzyczałam...;o)
Przez caluśki tydzień szykowaliśmy się z Panem N. na oglądanie wczorajszego meczyku i przyznać się musimy, że nawet nam najmniejsza myśl nie powstała, że owego meczyku TV nie nadaje...
To znaczy, nadaje, ale TV której w zasobach naszych nie posiadamy...
Lipa...
- Pozostaje nam relacja przez neta... - oświadczył Ślubny... - Sms kosztuje sześć złotych piętnaście groszy...
- No to spróbujemy... - pokiwałam głową z aprobatą, bo moja wyobraźnia nie ogarniała faktu, że rewanżu BVB nie zobaczymy...
Pan N. poustawiał co trzeba, sms-ek wysłany i czekamy...
No cóż...
Transmisja może nie była rewelacyjna, ale jak na tak obciążoną sieć całkiem przyzwoita, a meczyk...
Klękajcie Narody !!
Dawno nie przeżyłam tak emocjonujących 95 minut !!
To, że BVB miała spory zapas wygrywając 4:1 poprzednie starcie wiedzieli chyba wszyscy, choćby za sprawą niesamowitego występu Roberta, ale że Real nie odpuści na swoim terenie było pewne...
Przyznam, że chyba nie widziałam takiego spotkania...
Komentatorzy, mimo że było dwóch wygadanych Panów, polegli z kretesem...Ledwie nadążali z przedstawieniem Składów...
Opisywanie akcji na bieżąco przerastało możliwości wszystkich...
Nawet powtórki zostały ograniczone, bo nakładały się na kolejne akcje...
Real...BVB...BVB...Real...Real...BVB...Real...
Totalne piekło...
Gdyby nie zapas z poprzedniego meczu niemieccy Kibice lekko by nie mieli przeżyć to wszystko...
Chociaż ostatnich dziesięciu minut tego spotkania to ja Im nie zazdroszczę...
1:0...2:0...
I Real w ciągłym natarciu...
Pewnie, gdyby Hiszpanie strzelili swoją pierwszą bramkę pięć minut wcześniej...
Jak nic byłby cud w Madrycie...
Brakło Im czasu...
I dobrze...
Nie mam nic przeciw Hiszpanom, ale Żelowego Ronaldo nie znoszę...
Brrr...
Nie odmawiam Mu wcale umiejętności piłkarskich...
Ja Go nie znoszę tak ogólnie...
Za "bufonadę"...
Kibicowałam Niemcom...
Ło Matko i Córko...
Ale się porobiło...
Kibicowałam Niemcom !!
To znaczy, może nie tak do końca...
Głównie kibicowałam naszym Chłopakom...
A po poprzeczce Roberta to mało zawału nie dostałam...
Milimetrów brakło...
Pewien nasz sławny Trener powiedział, że Trójka z Dortmundu to nasz sukces szkoleniowy...
Ależ bzdury...
Gdyby Trójka z Dortmundu grała w naszej Lidze to wczorajszy wieczór przedrzemała bym w najlepsze...
A jeszcze mnie emocje telepią...
No i dołożyłam 6,15 zeta...
Najlepiej wydana kasa w tym tygodniu...
Czy BVB ma szanse na mistrzostwo ??
Szczerze mówiąc wątpię...Ale dzisiaj wieczorem okaże się jak duże te szanse są...
Drugi Półfinał...
Ale dzisiaj już tak bardzo mnie nie będzie "telepać"...
Na pohybel...
Do 25 maja mi przejdzie...
P.S. Bardzo przepraszam Pana Sędziego Webba, że tak strasznie wczoraj na Niego nakrzyczałam...;o)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
