Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

piątek, 1 lipca 2016

Technologia prawie kosmiczna...

     Co jakiś czas ukazują się informacje, że nasi Studenci zdobywają międzynarodowe laury, konstruując jakieś niebywałe wręcz pojazdy...A to łaziki międzyplanetarne...A to pociągi do tuneli aerodynamicznych...A to samochody jeżdżące "na niczym"...
Cudnie !!
     Czterema kończynami kciuki trzymam, żeby nasi Studenci profity za swoje wynalazki zbierali hurtowo !!
     Ale, że z Wynalazcą i Konstruktorem mam kontakty bezpośrednie od kilkudziesięciu lat, więc wiem ile trudu wymagają takie wynalazki...
     Od roku ubolewaliśmy okrutnie, że na Wrzosowisku wszystko musimy transportować na własnych nogach, że o krzyżach nie wspomnę...Czasem wspieraliśmy się jakąś miską, albo płachtą...Ale wzdychaliśmy do jakiegoś pojazdu strasznie...
Echhh...
     Z tym, że ów nasz magiczny pojazd miał spełniać kilka bardzo wygórowanych warunków...
Ot, zagwozdka...
     Po pierwsze, primo...Miał posiadać drewniane kółeczka, tak proste i siermiężne w budowie, że nawet nasi Dziadkowie za głowy by się z rozpaczy złapali...
Pan N. szukał kółeczek ponad pół roku...
I kiedy już całkiem byliśmy zdeterminowani, żeby projekt jednak troszeczkę unowocześnić...
     - Mam !! - wrzasnął doniosłym głosem mój ślubny Konstruktor...
Ufff...
     Zapobiegawczo zamówiliśmy sześć sztuk, żeby się w trakcie budowy nie okazało, że z przyziemnego wózeczka wyjdzie jakiś "Łunochod II"...
Przybyły...


     Z czułością wielką powitaliśmy nasz nabytek i pognaliśmy na Wrzosowisko, gdzie zalegały "belki nośne" konstrukcji...
     Pan N. postanowił przenieść stolarnię z Wrzosowiska do Zaścianka, deklarując prace konstrukcyjne w tak zwanym "międzyczasie"...
Co się z tym wiązało ??
     Przez trzy tygodnie nasz "duży pokój" wyglądał jakby przez niego co kwadrans przechodziło tornado i stado bocianów...
W roli "stada bocianów" występowaliśmy my...
Powiem w skrócie...
     Wszystkie tory przeszkód budowane przez naszych Komandosów do "biegów terenowych" wymiękają !!
Gdyby nam zlecono budowę takiego "toru", to w życiu nikt by go w jednym kawałku nie pokonał, a zużycie gipsu na urazówce wzrosło by jak w sezonie narciarskim w Zakopcu...
Ot, co...
Ale konstrukcja nabierała kształtu...


Powoli, bo powoli...Ale nabierała...
Wszak ogarnialiśmy po dwa "etaty", więc tego międzyczasu pozostawało niewiele...
     Kiedy powstała konstrukcja nośna zapachniało wiechą...


     Pozostało dzieło rozebrać, przetransportować na Wrzosowisko, złożyć i użytkować na chwałę Konstruktora i nadwyrężonych krzyży...


No tak...
     Zapomniałam, że trzeba jeszcze dopasować go do orzeszkowego wystroju otoczenia...
     I oto jest...


     Kółeczka rozkosznie kołyszą się na nierównościach, skrzypiąc przy tym miarowo...


     Dyszel zrobiony z ułamanego styla od szpadelka (mamy zapas, bo Pan N. już złamał kilka szpadelków), trzymak to uchwyt od gaśnicy samochodowej, krata była kiedyś ekspozycją stałą w sklepie komputerowym...Nawet drzewo, po części, jest z odzysku...
Tylko te magiczne kółeczka nabyliśmy drogą kupna...;o)
     A do tego...


Tak, tak, moi Drodzy...
     To "wywrotka" !!
     Jeden ruch i cała "fura" ląduje na malowniczej stercie...Nawet uklepana...
Jazda testowa nastąpiła kiedy pieliłam warzywka...


Właściwie, to ich najpierw usłyszałam...
Wszyscy wkoło słyszeli !!


     Piękny wózeczek wybudował mój Konstruktor !!
Przepiękny !!
     W wolnej chwili domajstruje "boczki", żeby konstrukcja była dopełniona i można wystąpić o patent...;o)

25 komentarzy:

  1. Na taki teren to najlepszy na gąsienicach... Coś jak goliat, tylko oczywiście z inną zawartością...:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skrzynka granatów też by się przydała...;o)

      Usuń
    2. To się zawsze może przydać.:) Stokrotce na działce znaleźli...:)))

      Usuń
    3. Nie mam tyle "szczęścia"...Wykopałam jeden pocisk i to całkiem dziurawy...;o)

      Usuń
  2. No i oczywiście przekaż Konstruktorowi wyrazy uznania.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyrazy uznania Konstruktor sam sobie przeczyta...;o)

      Usuń
  3. Cudo ten wózeczek i taki elegancki i taki praktyczny...
    Podziwiam...
    Macie fajne hobby oboje i pasujecie tak do siebie wspaniale :-)
    Pozdrawiam weekendowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt!! Taki elegancki, że mu tylko żabotka brakuje...;o)

      Usuń
  4. Piękny :) i taki dopracowany :))
    Łącznie ze skrzypieniem kółek, jak się okazuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skrzypienie było najtrudniejsze!! ;o)

      Usuń
  5. Nie ma to jak "męski" pomyślunek!

    OdpowiedzUsuń
  6. A ten wózeczek w przyszłości jakie zwierzę pociągowe będzie ciągnąć??. Tak tylko pytam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Namawiamy kreta do współpracy...;o)

      Usuń
  7. Super pracusie wykombinowały super wózek :))

    OdpowiedzUsuń
  8. I bez boczków już tej konstrukcji i jej konstruktorowi należy się nagroda!!!!
    I pomyśleć że ja z tym konstruktorem kiedyś czekoladę w Wedlu piłam. Ma się te znajomości!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te konstrukcje właśnie dzięki czekoladzie powstają...;o)

      Usuń
  9. Brawo! Pomysł zacny a i wykonanie perfekcyjne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się z Tobą nie zgodzić...;o)

      Usuń
  10. Tak te drewniane koła to jest to, chociaż ostatnio na giełdzie staroci widziałam metalowe, też zacne i też by pewnie skrzypiały ino inaczej. Najbardziej podoba mi się jednak pomysł z wywrotką :)
    Pamiętasz drewniane wózki do wożenia dzieci, takie na wzór drabiniastych. Jak zaczynałam pracę w przedszkolu w 81 to były takie na stanie, tak mi się skojarzyło, ze fajny byłby dla Księciunia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skojarzyłaś idealnie !! Dlatego wózeczek musi mieć boczki !!
      Czytasz nam w myślach ?? ;o)

      Usuń
    2. Pewnie należymy do tych, którzy znają tego samego "Józefa" ;)

      Usuń
  11. Ależ jestem dumna, że znam Was "od dziecka".....

    OdpowiedzUsuń