Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rok o zapachu poziomek i Niezapominajek...

     Witaj Staruszku...
     Aż trudno zrozumieć, że ledwie kilka miesięcy temu byłeś maleńkim Oseskiem, w którym każdy z nas widział nową przyszłość, nowe marzenia, nowe wszystko...
Pewnie nasłuchałeś się ponad miarę noworocznych zapewnień i przyrzeczeń...
     A potem przyszły takie sobie, zwykłe dni...Nikt już nie strzelał korkami z szampanów na Twoją cześć...Nikt nie odpalał fajerwerków...
Nawet te noworoczne przyrzeczenia poszły w zapomnienie...
     Z każdym dniem stawałeś się coraz starszy, a my z Tobą...
     Na pożegnanie, pragnę Ci podziękować...Podziękować za wszystko co mi przyniosłeś pięknego i dobrego...I za wszystko co przyniosło mi smutek...Bo dzięki temu moja radość była większa...
Nie pamiętasz ??
No cóż...W Twoim wieku niepamięć wiele tłumaczy...


    W styczniu sprawiłeś mi ogromną niespodziankę...
     Kiedy pisałam notki o pewnym gryzoniu, nawet nie przypuszczałam, że historyjka naszego Tuptusia wywoła tyle pozytywnych emocji i sprawi tyle radości...


 Jak widzisz nawet został uwieczniony na pięknym portrecie Dziewuszki...

     W luty zorganizowałeś w naszym przedpokoju Gordyjską Galerię, która codziennie wywołuje uśmiech na mojej twarzy...Nie są to jakieś wybitne dzieła, ale patrząc na nie, pamiętam ile radości sprawiało mi szkicowanie, malowanie albo haftowanie...
     Ale nie to było w lutym najważniejsze...Najważniejsze stało się Wrzosowisko...


     Totalny ugór, który rozbudzał wyobraźnię, który dręczył, narzucał priorytety i spowodował, że staliśmy się z Panem N. uważnymi obserwatorami prognoz pogody...
Chociaż nie powiem...Pogoda miała na nasze zamierzenia mały wpływ...

     W marcu, kiedy wszyscy rozsądni Ludzie siedzieli w domach, my ruszyliśmy porządkować nasz ugorek i walczyliśmy z ogromną stertą tłucznia w czasie wichury i ulewy...


     Pierońsko potem bolały ręce...Nogi też bolały...I kręgosłup...
     Ale kiedy Nagusek po raz pierwszy stanął na "podjeździe" odczuwaliśmy taką dumę, jakbyśmy zbudowali co najmniej czteropasmową autostradę z Krakusowa do Gdańska...
     Marzec przyniósł nam również, chociaż może powinnam napisać, że marzec nam "przybiegł" Filipem...

     Filip to bardzo ważny element Wrzosowiska...
     Bez tej psiej przyjaźni nie zaznalibyśmy na Wrzosowisku wielu chwil radości...
     To jest trochę tak jak z prezentami pod choinką...Większą radość sprawiają zawsze Darczyńcy...
A Filip umie cudownie przyjmować prezenty...


W kwietniu po prostu zaszalałeś...
     Najpierw sadziliśmy płot...Tysiąc wierzbowych sztobrów, które przez kilka tygodnie czuliśmy w dłoniach i krzyżu...


Potem rozkwitłeś śliwami...


     Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że przyłożysz nam takim urodzajem, że po nocach będą mi się śnić słoiki z powidłami, a zapach śliwek będzie mi towarzyszył nawet w sklepie rybnym...
     Ale potem sprezentowałeś nam Orzeszka...

     
     Niby nic...Cztery ściany z desek i dach kryty papą...Ale zaczęliśmy być "u siebie"...
Mieliśmy już nie tylko "stertę gliny", ale również swój "kawałek podłogi"...
Teraz jeszcze trudniej było wracać do domu...

Maj miał zapach i smak poziomek...


     W sumie, to od maja smak poziomek nam towarzyszył...Pewnie uzgodniłeś to z Matką Naturą, żeby nam było przyjemniej odwiedzać Wrzosowisko...
Kiedy się dużo pracuje, to taka poziomeczka jest jak promień słońca w pochmurny dzień...
Nie wiem jak to zrobiłeś, ale nasze poziomeczki zawsze dojrzewały parami...
Jedna dla mnie, jedna dla Pana N. ...

     W czerwcu byliśmy już tacy zagonieni, że w terminarzu pojawiły się dziwne zapisku...Na przykład: "kup chleb", "kości dla psa", "poczta"...
No fakt...
Byłam już totalnie zakręcona wrzosowiskowo...
Żyliśmy w dwóch wymiarach...
     Ale bywały i takie chwile...

     A wiesz kochany Staruszku, co jest najtrudniejsze dla pracoholika ??
     Leżeć na leżaczku, kiedy wie, że do zrobienia ma jeszcze masę rzeczy, że choćby padł, to tego wszystkiego nie zrobi, a jego wyobraźnia podsuwa mu na zachętę obraz jego starań...
     Natura wyrywa wtedy pracoholika z leżaczka, a mięsieńki robią STOP i rzucają pracoholika na leżaczek...I wtedy można sobie tylko zacytować Poetę:
"Gdybym był młodszy dziewczyno, gdybym był młodszy"...

Ale umiałeś nas motywować Stary Roczku...

     W lipcu obrodziłeś warzywkami, których smak przywołał wspomnienia z dzieciństwa...

     To był bonus dla naszych starań...
Więc i starania musiały być większe (chociaż trudno to sobie wyobrazić)...
Ale dni były długie, więc można było więcej pracować...No i "zmechanizować" się odrobinę...


Pracy jak na "cztery ręce" było i tak ponad miarę...

     W sierpniu zaczęliśmy się martwić, że wszystkich naszych planów i tak nie zrealizujemy...Czas uciekał nam za szybko...Pracy jakimś cudem przybywało...
Zaczęło się "śliwkobranie"...
     Ło Matko i Córko...
Ależ nam przyłożyłeś...
Cudem jakimś uniknęliśmy nokautu...
     Ale adrenalinka dawała swoje...


I maliny prosto z krzaczka...


I to, że Wrzosowisko przestawało być ugorem...
Było pięknie...

     Aż do pewnego wrześniowego dnia, kiedy zadzwonił telefon...
"Gosia nie żyje" - usłyszałam...
     To była gorycz, na którą nie można się przygotować...
Smutek, który wypełnia człowieka po brzegi i nie pozostawia miejsca na nic innego...

Wrzucałeś na ten smutek poziomki...


Wrzucałeś różany ogródek...

A moje myśli ciągle koncentrowały się na jednym...
     "Gosia tego nie zobaczy...Gosia tego nie spróbuje...Gosi po prostu nie ma..."
Trudno pożegnać się z przyjaźnią...
Może dlatego zdecydowałeś, że czas, abym odetchnęła...

     W październiku sobie odchorowałam te wszystkie wrzosowiskowe szaleństwa...
Pracę ponad siły...Przeziębienia...Przegrzania...Przesuszenia...Przemoczenia...
I przesmucenia...
     Ale rwałam się na to nasze Wrzosowisko jak Kasztanka Marszałka...
Więc taki całkiem leniwy ten październik nie był...

Ani mój...

Ani Pana N. ...

     Potem wylądowali kosmici...To znaczy, że w listopadzie, znaleźliśmy w sobie jeszcze tyle siły, żeby założyć nowy sad...


Znowu było masę radochy, masę pracy i masę starań...
A za to dostaliśmy prywatną hodowlę grzybków od Matki Natury...

     
     Po niespodziewanym wysypie ogórków, to było zjawisko jeszcze bardziej niespodziewane...I smaczne ;o)

     Pozostało się pożegnać z Wrzosowiskiem...
     W pewien grudniowy dzień po raz ostatni rzucić "gospodarskim okiem" i wrócić do cywilizowanego wymiaru...Na trochę dłużej niż kilka dni...


     Ze świadomością, że kiedy znowu pojedziemy na Wrzosowisko, to Ciebie, kochany Staruszku, już tam nie będzie...
     Nawet kłaczki Twojej siwej brody znikną za horyzontem...

    
     Nie byłeś tak szalony jak Twój Poprzednik...
Byłeś inny...
     Byłeś pachnący ziołami i szeleszczący liśćmi w sadzie...Byłeś radosnym śmiechem naszego, rocznego już Wnuka i zatroskanym spojrzeniem Jego Rodziców...Byłeś iskrami w oczach Pana N. kiedy opowiadał o swoich pomysłach...Byłeś wschodami i zachodami słońca...
I za to wszystko Ci dziękuję...
     Za te radości, radostki i nieśmiałe uśmieszki...
     Za smutki, łzy i pożegnania...

Byłeś Rokiem o zapachu poziomek i Niezapominajek...

19 komentarzy:

  1. Miałaś piękny rok, odwrotnie niż u mnie...
    Niech się kończy jak najprędzej...
    A kysz...
    Pozdrawiam poświątecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mu tylko czubek brody widać...;o)

      Usuń
  2. Piękny, ten Wasz
    Wrzosowiskowy roczek,
    gratuluję!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może bardziej pracowity niż piękny, ale może i piękny kiedyś będzie...;o)

      Usuń
    2. Mój wpis wdzięczny,
      już jest piękny!

      Usuń
    3. Skoro tak mówisz,
      protestem nie będę się trudzić...;o)

      Usuń
    4. Taką mam nadzieje:
      więcej wypięknieje!

      Usuń
  3. Rozkoszy grzebania w ziemi pewnie nigdy nie poznam (grzebałam dużo, ale wciąż nie mogłam nic w tym odkryć), ale na szczęście jesteśmy różni i każdemu wolno kochać... Tę ziemię:))
    Najlepszego, Gordyjko! Żeby twoje Wrzosowisko i Księciunio przynosili ci wciąż tyle radości, co dotąd. Ale uważaj na kręgosłup. Ja cię proszę...

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wspomnienia. 2015 rok był niezły, ale mam nadzieję, że zbliżający się nowy rok - rok 2016, będzie jeszcze lepszy. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie Go podsumowałaś Gordyjko:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie Roku zasługa, tylko Twoja, Wasza: praca, determinacja, marzenia :-) Oby nadal marzenia się spełniały!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łoj tam, łoj tam...;o)
      Przecież wiadomo, że najważniejsze są marzenia...;o)

      Usuń
  7. Gordyjko, spędziłaś wspaniały rok! :)
    Życzę Ci, by następny był równie obfity w pozytywne wydarzenia, jak ten stary ;)
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niespodzianka wielka,
      z kalendarza zerka...;o)

      Nawzajem !!

      Usuń
  8. Piękne podsumowanie Starego Roku :-)
    Życzę Ci jeszcze piękniej w Nowym :-)

    OdpowiedzUsuń