Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

środa, 15 października 2014

Stacjonarny rekonesans, czyli pierwsze migawki z Chorwacji...

     Budzę się w poniedziałek...Patrzę...A tu Chorwacja...
     Nie to, żeby na suficie była malownicza, biało-czerwona kratka, ale symptomy były widoczne...
     Przez żaluzje wpadały radosne, ciepłe promyczki...Przez otwarte okienko wpływały ptasie trele i przecudny zapach bliskiego ogrodu...A z łóżka obok dolatywały odgłosy: plaskkk...plaskkk...plaskkk...
To Pan N. walczył z komarami...
     Walka była zacięta i trwała chyba przez całą noc, bo na ścianach i podłodze zalegał komarzy trup, a Pan N. nosił znaki przegranych pojedynków...
     - A kocimiętka została w domu...- smutno stwierdził mój Ślubny...
     - Kupimy cytrynkę...A póki co wysmaruję Cię wodą utlenioną...- pocieszałam...
     W Pensjonacie panowała cisza, bo Grupa już wyruszyła w Góry...Nam resztka rozsądku nie pozwoliła na takie szaleństwo...
Aklimatyzacja to podstawa...No i rekonesans...
Najpierw rozejrzeliśmy się po apartamencie...

Ze spokojem sumienia mogę polecić Milana i Jego apartamenty...A to nie zdarza mi się często...;o)
Malowniczy budynek przy górskim zboczu, 60 metrów od Morza...No i ten ogródeczek...;o)
Przestronna kuchenka, w pełni wyposażona, z wydzieloną częścią na jadalnię...
Część jadalna...A na stole naczyńko po wiśnióweczce...Marzenie a nie wiśnióweczka !! ;o)
     Potem przyszedł czas na kawusię pitą na tarasie...
No cóż...
     Kawusia pita na tarasie z widokiem na Adriatyk i Góry Dynarskie smakowała cudnie...Trudno zaprzeczyć...
     No i to ciepełko cudne...

Nawet mi się wstawać nie chciało, żeby prania widać nie było...;o)
     Żeby dopełnić chwilę szczęścia ruszyłam na poszukiwanie zacisznego zakątka, w którym mogłabym sobie "zagrzeszyć"...

Część warzywna...
Wśród drzewek oliwnych widać "moją" ławeczkę...
     Biała ławeczka ukryta między drzewkami oliwnymi wydawała mi się najbardziej właściwa...
No i zaliczyłam pierwszy sukces...Znalazłam popielniczkę !!
     Rozsiadłam się wygodnie...Pyszczadło wystawiłam do słoneczka...Dymek wciągnęłam...I...
     - Chce mandariny ?? Chce !! - zakomunikował Milan, nasz Gospodarz, który pojawił się niespodziewanie w moim azylu...- Rwie sobie !!
     Nim zdążyłam oprzytomnieć, Milan ruszył do drzewka...
     Widocznie reagowałam zbyt opieszale...
     Po krótkiej chwili dzierżyłam w dłoniach papierosa, popielniczkę i sporą garść mandarynek...
     - Rwie ile chce !! - zakomenderował Milan...- A jak coś potrzeba to mówi !!
     Zaskoczona tym niespodziewanym objawem gościnności kiwałam makówką potakująco...
     - Podoba się ?? - zapytał Milan...
     - Cudnie jest !! - stwierdziłam...
Liczko Milana pokraśniało...
A kiedy Gospodarz ruszył do swoich zajęć, czmychnęłam niczym gazela...
     - Chodźmy na jakiś spacer, albo co, bo Milan tylko poluje, żeby nas ugościć...Południa na trzeźwo nie dożyjemy... - zakomunikowałam Panu N.
     Ruszyliśmy więc nad Morze...

Pierwsze nieśmiałe zanurzenie...
Pan N. zanurzał się bardziej śmiało...;o)
Cudny deptaczek wzdłuż całego prawie wybrzeża...Tak jakoś pokochałam go od pierwszego wejrzenia...;o)
Trudno uwierzyć, że to październikowe klimaty...
A woda jest taka...Idealnie czysta...I idealnie słona...Chociaż to sprawdziłam dopiero za dwa dni...;o)
Szkoda, że zdjęcie nie może oddać uroku tej roślinki...Cały mur obrośnięty tymi drobniutkimi kwiatuszkami wyglądał przecudnie !!
     Chorwacja w październiku okazała się przepiękna...
     Mało nam się makóweczki nie pourywały od kręcenia...
     - Może byśmy coś zjedli ?? - zapytał Pan N. - Masz tą swoją listę ??
     A jakże !! 
     Lista pieczołowicie przygotowywana w Kraju, ukryta została zapobiegawczo w kieszeni...
Podstawa to zjeść coś, czego skład znamy, a jednocześnie pachnie regionalnie...
     Wybraliśmy knajpeczkę, znaleźliśmy w menu potrawę, której nazwa figurowała na karteczce, i mogliśmy przystąpić do degustacji...

Obiadek pod palmami...

Ćevapčići - paluchy z mielonego mięsa, z grilla...Podawane z pieczywem, frytkami i sałatkami...


     Za potrawami z grilla  to ja nie przepadam, ale posiłek był zjadliwy i syty...
     No i, co nie pozostaje bez znaczenia, nie odbiegał cenowo od podobnych potraw w Kraju...
Chociaż fakt płacenia w Chorwacji podobał się nam awansem...
Dlaczego ??
Bo po raz pierwszy w czasie naszych podróży zamiast "mnożyć" na złotówki, "dzieliliśmy"...
"Dzielenie" jest dużo przyjemniejsze...
Do tego, proste dzielenie na "dwa"...
     Potem spacerek, odpoczynek, spacerek...I tak przebłąkaliśmy się do wieczora...

Wieczorna herbatka oczywiście na tarasiku...;o)
     Otocznie nie pozwalało na stacjonarne leżakowanie...
A jutro ??
     Jutro ruszamy w Góry...

7 komentarzy:

  1. Cudnie jest :))) Mandariny z drzewa też chce ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne jednak jest to życie,
    i ładnie i smakowicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla strawy dla ciała,
      niewiele bym pozwiedzała...;o)

      Usuń
  3. Adriatyckie smaki i klimaty :-))) Pogoda jak drut od Bałtyku po Adriatyk! Wczoraj podziwiałam złota polska jesień w pieknych okolicznościach przyrody. W oczach się mieniło. I ciepło też było. Ale nie aż tak, żeby moczyć nogi w morzu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moczenie nóg to było dopiero preludium...;o)

      Usuń
  4. Widokami, opisami i owocami narobiłaś apetytu!!!!..;o)

    OdpowiedzUsuń