Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

poniedziałek, 27 maja 2013

Jaskinia Mroźna, czyli zostaliśmy Jaskiniowcami...

     Muszę się przyznać, że Jaskinia Mroźna nie była pierwszą z tatrzańskich Jaskiń jakie żeśmy "zdeptali", ale wstyd wyznać...
Pierwszą w polskich Tatrach...
     Jakoś tak się złożyło, że słowackie to i owszem, ale do polskich nas dobre Bogi nie zaprowadziły...
Niewątpliwego smaczku dodawał fakt, że Jaskinie Mroźną zwiedza się samodzielnie...
Zabłądzić niepodobna, bo  Jaskinia ma tylko "wlot" i "wylot", ale adrenalinki odrobinka jest...


I z każdym krokiem odrobina mniej cywilizacji...












     Było "z góry" i "pod górę"...
     Było "widnawo" i "ciemnawo"...
     Było nawet "na szuraka" i "na pełzaka"...
To taki nowy sposób przemierzania jaskiń...
Nasz autorski wynalazek...
     W niektórych fragmentach Jaskinia ma tak mizerną wielkość korytarza, że w "pionie" przebyć się jej nie da...No chyba, że się ma około metr wzrostu...
     Już na wstępie Mroźna dokonuje selekcji dietetycznej eliminując jakąkolwiek "nadwagę" w sposób naturalny...
W połowie trasy zmusza swoich Gości do pokłonu...
Najprościej było by pokonać owe korytarzyki na kolanach...
     Pan N. liczący znacznie więcej niż metr wzrostu pokonywał owe fragmenty "szuraczkiem"...
W bardzo niskim przysiadzie, trzymając poopę ledwie nad błotnistą mazią robił kroki z niemiłosiernym hałasem...
Szurał podeszwami po blachach ścieżki...
Jaskinia odpowiadała spotęgowanym echem....Szurrrr...Szurrrr...Szurrrrr...
Mnie "poniewierało" odrobinkę mniej...
Nie mając plecaka mogłam sobie pozwolić na przełażenie przesmyków bokiem...
Oczywiście w kucki, ale dostawiając stopy czyniłam znacznie mniej hałasu...Tyle, że pełzłam...
Krok - dostawka...Krok dostawka...
No...Z tym hałasem nie przesadzajmy...
Caluśki czas chichotałam...


     Wrażenia były wręcz nieziemskie, a kiedy unieśliśmy wzrok do góry dech w piersiach zamarł...



     Pół kilometra niezapomnianych wrażeń zakończonych bardzo prozaicznym wyjściem...



     Chociaż nie powiem...Zaskoczenie było...
     Za drzwiami wyjściowymi czekały na nas schody...
Nie tradycyjny szlak, ale właśnie bardzo cywilizowane i wygodne, drewniane schodki...



     Niech żyją Górale !!
     Po "poniewierce" jaką nam zgotowała Mroźna to była prawdziwa rozpusta dla naszych nóg...
     A potem zostało nam ledwie kilka kilometrów do Hali na Ornaku... 

11 komentarzy:

  1. Odważna jesteś,
    ja bym chyba umarła ze strachu jakbym tak wlazła do takiej jaskini...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś ludzie mniejsi byli, to mogli łatwiej się w jaskiniach poruszać ;-)

    notaria

    OdpowiedzUsuń
  3. To koniecznie teraz do Mylnej leć. To w połowie Kościeliskiej mniej więcej. Trzeba się wtargać nieco pod górkę i potem też na kucanego, ale dobrze patrz na znaki, bo jak sama nazwa wskazuje - tam się akurat zgubić da. I trzeba mieć latarki. Miłego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mylna już zaplanowana, i kilka innych...Żeby tylko sił starczyło...;o)

      Usuń
  4. Jaskiniowcy całą gębą:) Chciałam napisać, że zazdraszczam, ale nie dałabym rady tak w niskim przysiadzie. Z moim kręgosłupem nie jest najlepiej...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jantoni341.bloog.pl27 maja 2013 20:09

      Dziękuję za piękne,
      obrazowo-odtwórcze
      słownictwo "jaskiniowe".
      Nigdy nie przypuszczałem,
      że może być ono tak bogate.
      Jak kiedyś może znajdę się
      w takiej dziurze, to będę wiedział
      jakich mam używać "technik"
      LAW

      Usuń
    2. Krzysiaczku...tam kręgosłupy zostawia się pod jaskinią...;o)


      Edukacja to podstawa Ludwiczku...;o)

      Usuń
    3. Jantoni341.bloog.pl27 maja 2013 21:02

      Trzeba wiedzieć
      skąd czerpać.
      LAW

      Usuń
    4. To ja mogę na ochotnika czerpać z Gór...;o)

      Usuń