Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

poniedziałek, 7 maja 2012

Biurokracja weselna...

     Tydzień temu nasza przyszła Synowa odbyła konsultacje u Proboszcza w swojej Parafii, jakież to dokumenty Młodzi mają przygotować, aby Celebra odbyć się mogła należycie...
     Ze swoją wiedzą zadzwoniła do Pierworodnego, a ten wysłuchując Jej sprawozdania bladł Biedaczek coraz bardziej...
     - Orzesz...(ko)... - rzucił rozłączywszy połączenie...
     - Co się podziało ?? - wykazałam należyte, matczyne zainteresowanie...
     - Mamo...dawaj namiary na te wszystkie urzędy i parafie, bo jak nic umrę starym kawalerem... - rzuciło nasze Dziecię i widać było, że ilość niezbędnej dokumentacji ogromnie go przytłoczyła...
     - Nie pękaj...Dasz radę...- pocieszałam, chociaż przyznam szczerze, że niektóre dokumenty wydały mi się zbyteczne...
     - Echhh...cały poniedziałek będę kursował...a chcieliśmy trochę w plener ruszyć... - jęczał Biedak, i żal mi się Ich zrobiło ogromnie, bo przemęczenie pracą widoczne było na Ich buziulkach, szczególnie na buziulce przyszłej Synowej...
     - Raniutko po mszy "łapniesz" naszego Księdza i zaliczysz Akt Bierzmowania, potem pojedziesz do Urzędu i Akt urodzenia masz w kieszeni, z Urzędu zgarniesz Plebanka od "Barbary" i wydębisz pokwitowanie, żeś chrzczony...Pięć, sześć godzinek i masz komplecik...Świadectwo z religii jest w segregatorze... - próbowałam Go pocieszyć...
     Żeby się Dziecię przez los pokrzywdzone nie czuło, w poniedziałek wstałam razem z Nim o świcie...

To się nazywa matczyne poświęcenie...
Pojechał...
     Ledwie południe kuranty wybiły Pierworodny parkował "Dropsika" pod sklepem, ogromnie z siebie zadowolony, machając plikiem papierków...
     - Mam komplet !! - wykrzykiwał od progu...
Ufff...
     Fakt, że tradycji się stało za dość i jedno z zaświadczeń napisane było na jakimś "świstku"..."bo się akty właśnie skończyły"...ale co tam...jest podpis, jest pieczęć...jest dobrze...
     - Ile Cię ta przyjemność skrobnęła ?? - zapytałam, bo lubię mieć przegląd sytuacyjny...
     - Dwadzieścia dwa złote... - oświadczyło Dziecię z nieskrywaną satysfakcją...
     - To za Akt urodzenia... - popisałam się znajomością tematu... - a reszta ??
     - A reszta za "dziękuję"... - wyznał Syn...
     - Nie chcieli kasy ?? - nie mogłam uwierzyć...
     - Może i chcieli, ale skoro cennik wywieszony nie był, a ja nie zapytałem ile się należy, to mi przecież nie wyjadą z "co łaska"... - wyjaśnił Pierworodny...
Logika godna matematyka...
     - Ja tam wyrywny do płacenia nie jestem...- rzucił, chłepcząc wodę mineralną - po Rodzicach tak mam...
A to mi Bestia przyłożył...
Ale w sumie nie zgodzić się z Nim trudno...

Nie ma cennika, nie ma zapłaty...
Jak mawiał mój Bieszczadzki Dziadek: "łaska (łasica) to takie zwierzę"...
     Przejrzałam dokumenty i przyznam szczerze, że celowość przynajmniej jednego z nich mnie zastanowiła...

     Na Akcie chrztu bowiem widniała adnotacja dotycząca Sakramentu Bierzmowania z dokładnym określeniem Parafii, daty i kto Sakramentu udzielał...
To po kiego czorta ten Akt bierzmowania ?? 
Może Proboszcz z Parafii Synowej z łaciną nieobyty ?? 
A niech Im...
Ważne, że dokumentacja skompletowana, Młody zadowolony i w ten plener uda Im się wymknąć na kilka dni...
     Odhaczona następna pozycja na liście "wesele"...

8 komentarzy:

  1. No i super chcieć to móc, pozdrawiam serdecznie
    przyszłą teściową...
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to dobry plan Jadwiniu...;o)

      Usuń
  2. Obrotny Chłopak...po rodzicach oczywiście:)))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na "obroty" to On jest za długi ździebełko...;o)

      Usuń
    2. Jezu, trochę to przerażające jest... Mój na razie szczęśliwie nigdzie się nie wybiera, bo przy jego stopniu zorganizowania chyba sami musielibyśmy wszystkie papiery zgromadzić, a nie jestem pewna, czy ojciec nie musiałby za niego "Tak" powiedzieć... On jest ponadto... Skaranie Boskie!

      Usuń
    3. Nie pękaj Helenko...jak Go przyciśnie to "ino błyśnie"...;o)

      Usuń
  3. ach te formalności, syn miał szczęście, że w jeden dzień załatwił wszystko :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Merlin...równie dobrze mógł potrzebować trzech dni...;o)

      Usuń