Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

poniedziałek, 26 marca 2012

Bardzo ważna Ochotniczka...


     Czasem człowiekowi utkwi coś w pamięci…Przypląta się z zakamarków i nijak się tego pozbyć…
Lata mijają, a to się pląta i pląta…
Takie pamiętliwe „nico”…
Dzisiaj znowu „wylazło”…
     Może jak wychlapię to na bloga to odpuści odrobinę…
     Zaczęło się wiele lat temu jak Młody poszedł do szkoły średniej i na pierwszym zebraniu miała być wybierana sławetna „Trójka Klasowa”…
Orzesz…(ko)…
Każdy kto na owych spotkaniach bywał to wie jaką traumę w Rodzicach owe „trójki” powodują…
Nauczyciel rzuca temat i czeka na Ochotników…
Ochotnicy, wiadomo, wymarli wiele lat temu, więc w klasie panuje magiczna cisza…
U Młodego było inaczej…
Kiedy Wychowawczyni rzuciła temat owej „trójki”, spojrzała na mnie wymownie i zapytała:
     - Pani to mama Młodego ??
     Po tak rzuconym stwierdzeniu nijak się było z rodzicielstwa wyplatać, więc potulnie przytaknęłam i skromnie opuściłam oczęta…
     - Bardzo jesteście do siebie podobni… - wyjaśniła mi Wychowawczyni swoją żyłkę detektywistyczną… - mam nadzieję, że się Pani zgodzi…- dodała.
     Wiłam się niczym ten piskorz…
     "Pracuję na kontraktach"..."Mam nienormowany czas pracy"..."Często bywam w rozjazdach"...
Na nic...
Musowo, że Młody wpadł w oko Wychowawczyni, a ja za to okup mam zapłacić...
     - Klasa Pani pomoże... - rzuciła Nauczycielka i spojrzała wymownie na Klasę...
Klasa zawtórowała gromkimi potakiwaniami...
Ofiara została złożona...
A że "Trójki klasowe" składają się, jak sama nazwa wskazuje, z trzech osób, więc do kompletu dostałam Pana Ochotnika, który miał w tej szkole już trzecia Pociechę i Panią Ochotniczkę...taką z krwi i kości, która od początku "wyborów" usiłowała zwrócić na siebie uwagę szanownego Gremium...Zwróciła...
     Kiedy chodziłam do szkoły jako uczennica, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale kiedy chodziłam do niej w charakterze rodzica w oczy rzucił mi się jeden fakt...
     Czym mniej zgrana Klasa, tym bardziej zgrani Rodzice...
     Nie mam pojęcia dlaczego tak jest, ale doświadczyłam tego wielokrotnie...
Tym razem też...
     Zebrania były okazją do spotkania, żartów, pogaduch, i co najdziwniejsze, nikomu jakoś się nie spieszyło...
Ot taka rodzicielska symbioza...
Jedyną Osobą, która miała problemy z aklimatyzacją była owa Pani Ochotniczka...
Ubzdurała sobie Bidulka, że owa funkcja wiąże się z jakąś "władzą"...
Z jaką ?? 
Nikt tego pojąć nie mógł...
W każdym razie byłam tą "jednątrzecią" przez trzy lata...Pani Ochotniczka zrezygnowała po roku, a Jej rezygnacja spotkała się z ogromnym entuzjazmem Rodziców...
     Po trzech latach zakres moich obowiązków zawodowych osiągnął apogeum i kategorycznie zażądałam zmian...
Klasa ze zrozumieniem przyjęła mój opór...Wychowawczyni również...
Klasa była maturalna i wszyscy zdawali sobie sprawę, że obowiązków przybędzie...
     Do dzieła przystąpiła Pani Ochotniczka...
     Rodzice zgrani byli świetnie...Zarówno organizacyjnie jak i finansowo...
Przed nami było dzieło twórcze w postaci "Studniówki"...
Na zebraniu ustaliliśmy stawkę składki, Rodzice podzielili się kto co ma do zorganizowania od owego balu począwszy, na maturach ustnych skończywszy...
Dzieciakom pozostało zakuwać...
     Trzy dni przed egzaminami ustnymi zadzwoniła do mnie Wychowawczyni...
     -Musi nas Pani ratować ...- wyjęczała do słuchawki - ta Kobieta wydała już wszystkie pieniądze, a teraz zadzwoniła do mnie i oświadczyła, że Ona już nic organizować nie będzie bo wyjeżdża...Pojutrze pierwsze ustne, a my nawet na mineralną kasy nie mamy...
     Wychowawczyni Syna nie należała do "Panikar" i raczej umiała zachować zimną krew, sytuacja musiała rzeczywiście być poważna...
Była...
Klasa zostałam wystawiona do wiatru w najgorszy z możliwych sposobów, w najgorszym z możliwych momentów...
     Dzieciaki miały spędzać w szkole po kilka, a nawet kilkanaście godzin...Nerwy...Stres...A tutaj taka "brocha"...
No ale byliśmy podobno najbardziej rodzicielko zgrana klasą...
     Operatorzy telefonii komórkowej chyba do dzisiaj zacierają ręce na wspomnienie owych profitów...Linie telefoniczne rozgrzały się do czerwoności...
Ale w dzień pierwszych egzaminów ustnych o świcie pod szkołą stała cała ekipa Rodziców, z koszykami pieczywa, tacami wędlin, zgrzewkami napoi...no i drobnymi na jakieś "nieprzewidziane" wydatki...
Dzieciaki pociły się w salach egzaminacyjnych, a my uwijaliśmy się jak w ukropie szykując sterty kanapek...
Wiecie ile potrafi zjeść Nastolatek w stresie ?? 
Nastolatek w stresie kanapki pochłania niczym "czarna dziura" przestrzeń kosmiczną...!!
A Rodzice z radością na to patrzą...
Może radość była by większa, gdyby nie to całe zamieszane...
     Pani Ochotniczka wróciła z zagranicy dokładnie na rozdanie świadectw i wkroczyła do auli wielce z siebie zadowolona...
Nawet nie rozumiała, dlaczego Klasa nie okazuje entuzjazmu na Jej widok...
Okrutnie również była obruszona na Dyrekcję szkoły, która nie uhonorowała Jej trudu podziękowaniem wręczanym w czasie uroczystości...
     Dlaczego tak mi się owa postać po życiorysie pląta ?? 
     Bo owa Pani Ochotniczka jest jedną z moich Klientek i wierzcie mi na słowo, że mimo upływu lat nawet dzisiaj trudno mi Ją powitać z uśmiechem...

13 komentarzy:

  1. też bym jej nie witała z uśmiechem,. a może ona za pieniądze klasy za tą granicę wyjechała?
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tacy majętni to żeśmy nie byli...;o)ale fakt, że rozliczenia nie przedstawiła do dzisiaj mimo naszych nalegań...:o)

      Usuń
  2. jantoni341bloog.pl27 marca 2012 14:25

    A to mnie zaskoczyłaś zakończeniem,
    aż się uśmiechnąłem.
    Dziękuje i pozdrawiam
    LW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff...to nie mam zadatków na Panią Ochotniczkę...;o)

      Usuń
    2. jantoni341bloog.pl28 marca 2012 00:44

      Ale ona Ciebie... odwiedza.
      LW

      Usuń
  3. A ona się uśmiecha?

    notaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona chyba nawet nie pamięta, że można ułożyć usta w ten "grymas"...taki przypadek "Rzędziana"...;o)

      Usuń
  4. Pewnie rozdała biednym, ale nie chciała się chwalić.. W najporządniejszej rodzinie taka franca się trafi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Helenka jak zawsze dosadna do bólu..."franca" to z francuskiego ;o)

      Usuń
  5. Są ludzie i taborety, niestety...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale "jak żyć ??" z takim taboretem..;o)

      Usuń
  6. Może... usiąść na nim?...

    notaria

    OdpowiedzUsuń