Kiedy uzgadnialiśmy pobyt Tygryska z Misiowymi Rodzicami, wiedzieliśmy, że będzie to bardzo trudny tydzień dla Nich, a przede wszystkim dla Princeski...Księciunio już daje radę...;o)
Ledwie Bidulka usłyszała, że Tygrysek wybywa, łzy polały się rzęsiste, a lamentom i pretensjom końca nie było...
Zrozumienia u Rodziców nie znalazła, bo lamenty nosiły tytuł:
"Ja do Dziadków nie jeździłam"..."Ja na wycieczkach nie byłam"..."Jestem biedna i pokrzywdzona"..."Księciunio jeździ !! Tygrysek jeździ !! A ja nie"...
Echhh...
Jak nic pod jakieś nękanie można by to podciągnąć, albo pod dyskryminację...;o)
Pretensje i żale trwały prawie tydzień...;o)
W końcu Misiowa Mama zadzwoniła, że jeśli to nie problem to odbiorą Tygryska, bo Młoda wymusiła wyjazd na lodowisko (sami sobie zgotowaliśmy ten los)...
Szczerze mówiąc, był to bardzo szczęśliwy traf, bo się nam Dziadziuś po tych saneczkach pochorował...:o(
Lodowisko wprawiło Princeskę w dobry humor...Księciunio radził sobie całkiem nieźle...Pierworodny przy takich Rodzicach łyżwy miał w życiorysie (jak kilka innych umiejętności), ale Misiowa Mama...
- Bądź Dzielna !! - podnosiłam na duchu Synową...
- Jak Tom Lee Jones w "Ściganym"...- dopowiadał Misiowy Tata do słuchawki...
Misiowa Mama jeździła do tej pory dwa, czy trzy razy...Ostatni raz dwanaście lat temu (przy takich przerwach to jakby zaczynała za każdym razem od nowa)...
Umówiliśmy się wtedy na lodowisku w Krakowie...Pierworodny był wtedy niewyobrażalnie opiekuńczy w stosunku do Synowej...Podtrzymywał...Asekurował...Żadnego szaleństwa...
Było to co najmniej dziwne...
- Albo chory, albo...- wymruczałam do Pana N. ...
- Albo ?? - zapytał Ślubny z zainteresowaniem...
- Albo będziemy Dziadkami...- wyszeptałam bardzo cichutko...
Kilka dni później nastąpiło oficjalne mianowanie na Babcię i Dziadka, a my mieliśmy z tyłu głowy, że pierwszy raz w życiu jeździliśmy już z Księciuniem na łyżwach !! ;o))
Prawdziwy Tom Lee Jones z tej naszej Synowej !!
Tym razem wrócili z lodowiska uśmiechnięci i pełni energii...Opowiadali o łyżwiarskich przygodach z wypiekami na twarzach, a Princeska od razu zarezerwowała sobie ferie u Dziadków ("teraz moja kolej !!")...
Dostaliśmy też prezenty od Starszaków na Dzień Babci i Dziadka...
Rogaliki samodzielnie pieczone (przy maminej kurateli) - pyszne, kwiaty zrobione przez Księciunia i laurki, ale wszystko przebił portret narysowany przez Wnusię...Jesteśmy z roku na rok piękniejsi...;o)

Oj, zakaz przytulania to prawdziwa tortura 🤭 zdrowia dla was 👍
OdpowiedzUsuńjotka
Bierzemy każdą ilość, bo nam się ferie "posypały"...:o(( Teraz babcia tańcuje z zarazą...;o((
UsuńNas ominęła jelitówka, jakiś anioł czuwał!
UsuńNas też ominęła, ale oberwaliśmy od "beleczego"...;o)
UsuńPortrecik cudności!
OdpowiedzUsuńJuż antyrama kupiona i dzieło zdobi ścianę...;o)
UsuńTo rozczulające, jak wiele miejsca w Waszym życiu zajmują wnuki...
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej nie mamy czasu na marudzenie...;o)
UsuńAleż Wy jesteście wspaniałymi Dziadkami - tzn. Babcią i Dziadkiem !!!
OdpowiedzUsuńSzalonymi...Zwariowanymi...Owszem...;o) Ze wspaniałością nie ma to nic wspólnego...;o)
UsuńDziadkowi życzę szybkiego powrotu do zdrowia, Babci sił w pielęgnowaniu. Wnukom udanych ferii, choć bez udziału seniorów. Dla całej Rodzinki pozdrowienia najserdeczniejsze.
OdpowiedzUsuńTeraz jest hop-siup...Babcia choruje, Dziadek pielęgnuje...;o)
UsuńRodzinka przesyła buziole...♥
Nie wygłupiajcie się z tym chorowaniem. Niedługo wiosna!!!! Trzeba siły zbierać!!!
OdpowiedzUsuńPrzytulam Was serdecznie!
Tacy jesteśmy niepoważni...;o)
Usuń